RSS
 

Filmowy Październik

04 lis

Witajcie,

Jak zdrowie? Pytanie absolutnie na miejscu, gdyż sezon na chorowanie się zaczął i nawet sam spędziłem kilka dni przykuty do łóżka. To są też sytuacje które można wykorzystać np na oglądanie ciekawych filmów, seriali albo czytaniu książek. Albo można po prostu spać, to też jest bardzo dobry pomysł. No ale nie o tym ten wpis. Teraz przed nami podsumowanie Filmowego Października. W której to nie miałem żadnego problemu by wskazać numer jeden, ale z piątą pozycją miałem problem. No cóż, jakoś sobie poradziłem i o to przed wami Top 5 (plus jedna haniebna produkcja) obejrzane w Październiku.

5.Mustang z Dzikiej Doliny (Spirit: Stallion of the Cimarron) – 2002r. – „Dziki mustang zostaje schwytany przez kowbojów i sprzedany kawalerii. Ogier próbuje za wszelką cenę odzyskać wolność.” Było kilka jeszcze produkcji które zasługiwały na załapanie się do TOP 5 ale zdecydowałem się na choć jedną animację. Podchodziłem sceptycznie, gdyż w domu żyję z „koniarą” i film opowiadany w samych superlatywach. Przyznaje szczerze że się nie zawiodłem i bardzo się z tego powodu cieszę. Film który spokojnie można obejrzeć całą rodziną. 7/10

4.Hitman Hart: Wrestling with Shadows – 1998r. – „Dokument ukazuje schyłkowy okres w karierze mistrza wrestlingu wywodzącego się z zapaśniczej rodziny Breta Harta. ” Tylko i wyłącznie film dla fanów amerykańskiego show spod znaku WWF/E. Bardzo dobrze opowiada o życiu wrestlera, o tym co dzieje się na zapleczu i o tym w jaki sposób Bret Hart został wykiwany przez Vincenta McMahona. Jak wspominałem, tylko dla fanów, reszta nie zrozumie. 8/10

3.Mój Tydzień z Marilyn (My Week with Marilyn) 2011r. – „Marilyn Monroe przyjeżdża do Londynu, aby wystąpić w filmie. Asystent reżysera spędza z nią niezwykły tydzień. ” Bardzo dobry film pokazujący kulisy powstawania angielskiej produkcji z Amerykańską gwiazdą w roli głównej. Świetnie pokazana ikona amerykańskiego kina, czyli Marilyn Monroe i świetny Eddie Redmane (grał Hawkinsa w Teorii Wszystkiego). Kolejny film który miał mnie zanudzić a zaskoczył wielce. Nie długi, trwający nieco ponad półtora godziny i przez cały czas ciekawy. Bardzo duży pozytyw. 8/10

2.Dumni i Wściekli (Pride) 2014r. – „Wielka Brytania, lato 1984 roku. Grupa gejów-aktywistów pomaga górnikom podczas strajku.” Bardzo ciężki temat filmowy jak i w ogóle temat do dyskusji. Wielu z nas boi się nadal o tym rozmawiać, albo boi się otwarcie powiedzieć że popiera prawa LGBT. W tamtych czasach było to jeszcze trudniejsze, gdzie nadal uważano że orientacja homo to choroba. Cóż, nie przeszkodziło to środowiskom LGBT do pomocy górnikom, którzy też nie mieli lekko. Świetnie nakręcone, pokazane, przedstawione. Polecam! 8/10

No to przed nami Październikowy gniot czyli :

- Noe: Wybrany przez Boga (Noah) 2014r. – „Biblijny Noe ma apokaliptyczne wizje potopu. Podejmuje działania, które mają uchronić jego rodzinę przed nadchodzącym kataklizmem. ” Nie sądziłem że z takim aktorskim zapleczem, można tak spieprzyć film. A jednak…oprócz tego że film został tragicznie opowiedziany to żaden z aktorów czy to Hopkins czy to Crowe, nie sprostali wyzwaniu. Anthony Hopkins miał niewielką rolę, to nie jego wina że film był słaby. Russel Crowe natomiast grał tytułową rolę i….nie zapisywałbym tego dużymi literami do CV. Biblijne fantasy zdecydowanie im nie wyszło…zdarzają się i takie filmy… 3/10

1.Piekło Pocztowe (Going Postal) 2010r. – „Kiedy zdolny oszust, Moist Von Lipwig, zostaje w końcu ujęty, dostaje wybór: kara śmierci albo prowadzenie podupadającego urzędu pocztowego. ” RE WE LA CJA! Ekranizacja jednej z moich ulubionych książek Terry’ego Pratchetta wyglądała niemalże tak jak sobie to wyobrażałem. Humor Świata Dysku tryskał z każdego kąta, gra aktorska rewelacyjna (pamiętajmy że to film telewizyjny), kostiumy? Pierwsza klasa! Kto nie czytał niech nadrobi zaległości a potem obejrzy film bo naprawdę warto! 9/10

To by było na tyle, jeśli chodzi o filmowy październik. Mam nadzieję że podsunąłem komuś parę ciekawych filmów na zimne wieczory, zwłaszcza że ten miesiąc obfitował w mniej znane tytuły!

Pozdrawiam!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Serialowy zawrót głowy #1

24 paź

Witajcie,

Filmy filmami, ale trzeba czasami i serial obejrzeć. Seriale mają to do siebie że pozwalają bardziej opowiedzieć daną historię, pozwalają nam utożsamić się z bohaterami i potrafią bawić przez wiele lat. (Patrz Simpsonów bądź Family Guy’a) Przyznaje szczerze że nie lubię seriali które ciągną się i ciągną w nieskończoność. Jak wybieram serial który trwa albo już się skończył, to szukam seriali z maksymalnie trzema-czterema sezonami, bo więcej uważam że to już przesada. Jak oglądam już jakiś serial który dociera do piątego sezonu to co innego, zaciskam zęby i oglądam dalej. (House of Cards jest takim teraz przykładem idealnym) Najdłuższym serialem który oglądałem to House M.D. gdzie wszystkie osiem sezonów oglądałem i czekałem na kolejne odcinki z utęsknieniem. Przed wami osiem (bo tak!) seriali wszelakiej maści, które ostatnio bądź jakiś czas temu skończyłem. Może coś się spodoba i sami sięgnięcie po niego w wolnym czasie.

8.Gokukoku no Brynhildr (2014) – „W klasie Ryōty zjawia się dziewczyna uderzająco podobna do jego zmarłej tragicznie przyjaciółki. Wkrótce chłopak odkrywa, że jest ona zbiegłą z laboratorium czarownicą.” Zaczynamy od trzynasto odcinkowego anime. Od czasu do czasu trzeba też obejrzeć produkcję takiej kategorii. Czego nie da rady opowiedzieć w serialu aktorskim, można w animowanym. Historia jakich wiele w różnorakich Anime, chłopak który stara się pomóc wszystkim dookoła, trafia na niesamowite kobiety, mające wielkie moce no i…nie będę spoilerował, bo warto obejrzeć. Nie jest to może anime najwyższych lotów, ale trzynaście odcinków ogląda się całkiem szybko i w między czasie można sięgnąć. 6/10

7.Firefly (2002-2003) – „Kapitan Malcolm Reynolds wraz załogą statku Serenity przemierza galaktykę, przemycając ładunki lub przewożąc pasażerów. Sytuacja komplikuje się, gdy zabiera na pokład parę wyjętych spod prawa uciekinierów.” Nadal szukam fenomenu tego serialu, że nawet Jakub Ćwiek się nim tak zachwyca. Obejrzałem, parę odcinków mi się bardzo spodobało, przy paru ziewałem na każdym kroku. Owszem jest mało seriali łączących sci-fi z westernem ale to nie powód takiego fenomenu chyba? Rozumiem że ludzie lubią wynosić do pozycji kultu rzeczy które straciły swój żywot nagle i brutalnie, tak sobie to uzasadniam. Firefly ma niewykorzystany potencjał, to przyznaje szczerze, ale jakby to się potoczyło dalej już raczej się nie dowiemy. Powstał tylko jeden sezon. 6/10

6.Death Parade (2015) – „Po śmierci dusze trafiają do tajemniczego baru i biorą udział w grze, od której zależy ich dalszy los.” Kolejne Anime na tej liście. Krótki opis zachęcił mnie do oglądania. Przyznaje szczerze że się nie zawiodłem a nawet wkręciłem. Wiele historii w tej produkcji zasługuje na oddzielny serial a zostało upchnięte w jedną całość. Możemy się zastanawiać jak my byśmy się zachwali będąc w sytuacji bohaterów tego Anime. Polecam, gdyż to ma tylko dwanaście odcinków, które się ogląda bardzo szybko. 7/10

5.Hannibal (2013-2015) – „Konsultant FBI zmaga się z umiejętnością analizy umysłów seryjnych morderców. Trafia pod opiekę dr. Hannibala Lectera, który pomaga mu poradzić sobie z przekleństwem, a także doradza w niektórych śledztwach.” Pierwszy serial który ma więcej sezonów niż jeden na tej liście Hannibal zakończył się dokładnie na trzech i bardzo dobrze. Zakochany byłem w pierwszym sezonie, który bezapelacyjnie był najlepszy. Mads Mikkelsen i Hugh Dancy (Hannibal i Will Graham) byli bezbłędni. Drugi sezon był moim zdaniem najsłabszy a trzeci bardzo filmowy, co mi jako fanowi kinowego Hannibala było bardzo na rękę. Cieszę się że nie chcieli iść dalej i zatrzymali się na trzech sezonach bo to wystarczająca ilość by opowiedzieć dobrą historię. Dla fanów, pozycja obowiązkowa, dla fanów filmów/seriali psychologicznych również. 7/10

4.House of Cards (2013-) – „Francis Underwood jest bezwzględnym politykiem próbującym się zemścić na prezydencie, który pominął go przy obsadzeniu stanowiska sekretarza stanu.” Tutaj mamy serial który nadal trwa. W styczniu ma wyjść już piąty sezon, który mam nadzieje że będzie ostatnim, bo trzeci i czwarty sezon był strasznie przedłużany. Jest to kolejny serial, który pierwsze sezony ma najlepsze a później bywa różnie. Kevin Spacey w roli Francisa Underwooda to po prostu majstersztyk. Jeśli ludzie lubicie seriale polityczne to jest to produkcja idealna dla was! 7/10

3.Wolverine and the X-Men (2008-2009) – „Rok po ataku na szkołę oraz porwaniu Profesora i Jean. Wolverine zostaje telepatycznie poproszony, aby wraz z grupą mutantów odnalazł zaginionych.” Kolejna produkcja na liście z tych zamykających się w jednym sezonie oraz kolejna animacja, tylko już nie ze wschodu. Bardzo fajne wątki zostały poruszone, bardzo komiksowo w tym serialu. Jedyne minusy to wątki Scotta Summersa, które są tak słabe że aż prosi sie o wymazanie ich z pamięci przez profesora Xaviera. Szkoda że skończyło się na jednym sezonie, bo widać że nie tak to miało wyglądać. 7/10

2.Constantine (2014-2015) – „Pomimo kryzysu wiary i zmagania się z grzechami przeszłości enigmatyczny detektyw, a także mistrz okultyzmu, staje do walki w obronie ludzkości przeciwko siłom ciemności.” Ech…jestem jednym z obrońców tej produkcji. Sama rola tytułowa, grana przez Matta Ryana jest warta kolejnych sezonów. Jeśli ktoś (a pewnie większość amerykańskich zjadaczy chleba) spodziewało się serialu podobnego do filmu z Keanu „Neo” Reevesem, to się zawiodło. I to mógł być właśnie gwóźdź do trumny tej produkcji. Constantine jest bardzo komiksowy i w każdym odcinku wyciąga kolejnego asa z rękawa, bawiąc swoją osobą wielce. Jedyny sezon kończy się tak, że grzechem było zakończenie tego w takim momencie, co oczywiście się wydarzyło. Może kiedyś…. 7/10

1.Daredevil  (2015-) – „Niewidomy prawnik, mając wyczulone pozostałe zmysły, zwalcza przestępczość na ulicach Nowego Jorku jako zamaskowany superbohater.” Czekam na kolejny sezon, już trzeci się zbliża wielkimi krokami. Netflix pokazał właśnie na przykładzie przygód Matta Murdocka, że potrafi robić rewelacyjne seriale o superbohaterach. Wszystko w tej produkcji woła o nagrody. Świetnie obsadzone role, komiksowość, mrok serialu…cieszyć się można na przyszłorocznych „Defendersów”, którzy połączą Daredevila, Jessicę Jones, Luke’a Cage’a oraz Iron Fista. 9/10

To była właśnie ósemka seriali, które ostatnio bądź jakiś czas temu oglądałem. Mam nadzieję że zgadzacie się ze mną albo podsunąłem wam pomysł na kolejne produkcję do obejrzenia. Sam aktualnie oglądam kolejny Netflixowy serial czyli Luke Cage oraz produkcję HBO Westworld. Jedno i drugie jak do tej pory wywołuje u mnie pozytywne emocje, więc oby tak dalej!

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Łotrzyce są bezpieczne, na jakiś czas!

17 paź

Witajcie,

Ostatnio zostałem namówiony do powrotu do grania w legendarne Diablo II. Cóż to była za podróż sentymentalna mówię wam, dlatego dzisiejszy wpis rozpocznie cykl z grami wiecznie żywymi. Raz w miesiącu (albo i częściej, zależne od weny) będę przypominał gry, które moim zdaniem nie starzeją się, bronią się dalej świetną fabułą, rozgrywką, mechanizmem.

Gry wiecznie żywe #1 „Diablo II” oraz „Diablo II:Lords of Destruction”

Gra która w tym roku obchodziła swoje 16 urodziny nadal jest szalenie grywalna i wytykana palcami jako prekursor gier w stylu hack n’slash. Oczywista rzecz że Diablo I również przyczyniło się do tego, ale jednak „dwójka” była prawdziwym fenomenem. Świetnie opowiedziana historia o bohaterze Tristram, który powraca z ciemnością w sercu której nikt się nie spodziewał. Wielki Diablo powrócił by siać grozę na całym świecie. My oczywiście jesteśmy bohaterem na którego czekały wszystkie krainy. Do wyboru mamy więcej postaci niż w poprzedniej części. Amazonka, barbarzyńca, nekromanta, czarodziejka, paladyn a w dodatku dochodzi zabójczyni oraz druid. Każda z tych postaci ma swoje drzewka talentów, umiejętności, sprzęt przeznaczony dla nich…nieraz w dzisiejszych grach nie ma takiego zróżnicowania postaci oraz możliwości dobrania sprzętu niż w grze sprzed szesnastu lat.

Graficznie też nie wygląda to źle. Oczywiście piksele rzucają się w oczy przy rozdzielczości 800×640 ale nic na to nie poradzimy i trzeba przymknąć na to oko. Kiedy potrafimy przymknąć delikatnie oko to ujrzymy świetnie zaprojektowane lokalizację. Pustynie, bagna, piekło czy lodowe pustkowia…wszystko zapiera dech w piersiach gdy to dodatkowo połączy się z klimatyczną muzyką, którą potrafię puszczać sobie w odtwarzaczu CD, dając świetny efekt końcowy.

Diablo III było grą bardzo dobrą (różne opinie, jednak swojej nie zmienię.) lecz brakowało tego „czegoś”. Diablo II miało to w sobie. Przechodziło się tą grę z ciągłym uśmiechem na twarzy, pomimo tego że ocieraliśmy się o śmierć na prawdę często. Ba Duriela, głównego bossa z drugiego aktu ludzie przeklinają do dzisiaj. Sam uważam że ze wszystkich hack n’slashy czyli gier „Diablo podobnych” Duriel był największym utrapieniem.

Patrząc jednak na główną trójcę czyli Mefisto, Diablo oraz Bhaala…zawsze uważałem że Władca Grozy, Diablo był najtrudniejszym przeciwnikiem. Mefisto zawsze był przeze mnie przechodzony w trymiga a z Bhaalem trzeba było się trochę natrudzić, jednak to tytułowy władca, był najtrudniejszym z przeciwników…nadal jednak z Durielem męczyłem się częściej.

Prawda, gry teraz prześcigają się która wymyśli coś nowego, która będzie wyglądała lepiej, gdzie opowiedzą rewelacyjną historię, zapominając o tym że najważniejsi są gracze. Diablo II pokazało że można zrobić grę w każdym calu rewelacyjną. Zróżnicowanie bohaterów? Jest! Zróżnicowanie aktów? Jest! Wciągająca fabuła? Jest! Klimatyczna muzyka? Jest! Wszystko to w odpowiedniej ilości dało nam jedną z najlepszych gier w historii.

Pamiętam jak kupowałem tą grę te piętnaście lat temu. Edycja z dodatkiem kosztowała 100 złoty a ja dostawałem kieszonkowe 20 złoty na tydzień. Ten miesiąc był udręką, ale bardzo opłacalną jak już dorwałem się do Diablo. Oczywiście najpierw grałem offline, bo internetu nie miałem jeszcze w tamtych czasach a później w erze radiowego internetu ciężko i tak było grać online.

A teraz wróciłem po wielu latach, sentymentalna podróż zaczęła się już podczas instalacji. Żonglerka płytami, wpisywanie CD-Keya z płyty, wybór wielkości instalacji, większość z tych rzeczy już nie ma miejsca, kupujemy cyfrowo albo jak już to gry są na płytach DVD…gdzieś ta magia zbierania gier przepadła. Pierwszy akt przeszedłem wczoraj, moim barbarzyńcą, teraz pora na piaszczyste Lut Gholein i walkę z osławionym Durielem. Życzcie mi szczęścia.

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bo sport wyzwala emocję

12 paź

Witajcie,

Jak większość z was wie, wczoraj mecz swój rozgrywała reprezentacja Polski w piłkę nożną. Jeśli nie oglądaliście to z pewnością czytaliście tysiące wpisów na portalach społecznościowych. Sam siedziałem i oglądałem to…przedstawienie. Wiele wniosków mi się potwierdziło po wczorajszym meczu. Nie chciałem pisać od razu wczoraj bo wiem, że to by mogło wpłynąć na osąd. Jak wiadomo sport wyzwala bardzo silne emocję, czy to pozytywne czy negatywne ale emocje. Wracając do tematu Polskiej Reprezentacji, przedstawię kilka wniosków dlaczego moim zdaniem gramy tak „rewelacyjnie”.

- Brak ogranych zmienników: co od razu rzuca się w oczy za czasów panowania Nawałki to niemalże identyczny skład w każdym meczu. Oczywiście że w meczach towarzyskich mamy rotację, ale w grach o punkty grają ciągle wybrańcy selekcjonera. Nie mówię że to wielki minus, ale kiedy się widzi że zawodnik jest w gorszej formie niż jego zmiennik, powinno się robić zmiany. Wczorajszy przykład? Łukasz Fabiański. Wiem że to zawodnik do którego Nawałka ma wielkie zaufanie i niejednokrotnie pokazywał się z świetnej strony, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Przy dwóch bramkach w meczu z Danią mógł się lepiej zachować a i z Armenią spokojnie powinien obronić. W Swansea idzie mu średnio, tak samo jak ostatnio Szczęsnemu w Romie, natomiast Boruc w Bournemouth został drugi raz z rzędu wybrany zawodnikiem miesiąca. Innym przykładem jest brak ogranego zmiennika dla Milika. Wczoraj przez kontuzję Arka, musiał grać Teodorczyk, który wyglądał niekiedy jak dziecko we mgle. Nie dziwię mu się, skoro Nawałka nie robi zmian i zawodnicy nie mogą nawet powąchać murawy podczas meczów o punkty.

- Strach przed ryzykiem: Nawałka przyzwyczaił nas do niewielu zmian. Wczoraj mecz sam prosił się o wprowadzenie dodatkowego napastnika. Przeciwnicy grali jednego mniej i wprowadzenie dodatkowego zawodnika ofensywnego by było absolutnie na miejscu. Cionek z żółtą kartką mógł ustąpić miejscu Wilczkowi aby zagęścić przód pola. Jeśli nawet nie, to Teodorczyk powinien zejść z piętnaście minut wcześniej. Kiedy zawodnik dostaje około ośmiu minut na boisku, niewiele zrobi. Wilczek miał jedną sytuację, do której nie powinniśmy mieć pretensji że jej nie wykorzystał.

- Krychowiak bez formy: Indywidualne wyróżnienie za najlepszego zawodnika mistrzostw w drużynie polskiej (oczywiście moim zdaniem). Grzegorz po przejściu do Paris Saint Germain gra mniej niż w Sevilli i to jest pewnie główny powód jego słabszej dyspozycji. W Sevilli grał niemalże w każdym meczu po 90 minut. Był filarem zespołu a w Paryżu? Ostatnio dopiero zaczął pojawiać się na boisku i zaczął zaliczać występy. Bardzo późno jak na to że był jednym z ważniejszych transferów Paryżan. Odbiło się to bardzo na jego grze, która nie jest taka pewna. Podania do zawodników są bardzo chaotyczne, często niecelne. W takim wypadku niestety nie powinien dostawać szans od pierwszej minuty. Tylko że jak nie Krycha to kto? Jak wspominałem wcześniej, nie mamy ogranych zmienników, przez co ciężko mi wytypować kogoś kto mógłby zastąpić Grzegorza na jego pozycji, może Jodłowiec?

- Napompowany balonik: Po mistrzostwach Europy, gdzie niemalże wszyscy uważają że mieliśmy szansę wygrać te rozgrywki, staliśmy się faworytami do wszystkiego. Podnieśliśmy się bardzo wysoko w rankingu Fifa i teraz oczekiwania się przeolbrzymie. Nie wiem czy to nie jest właśnie kolejny powód naszej tak kiepskiej gry. Prasa, ludzie, wszyscy uważają że powinniśmy naszą grupę przejść jak burza i zawitać na mistrzostwach świata a tutaj okazuje się że mamy bardzo wyrównaną grupę i nawet kazachstan stanowi wyzwanie dla przeciwników. Bardzo boję się że przez te oczekiwania, zawodnicy „spalą się” i będą grać jeszcze gorzej niż w ostatnich dwóch spotkaniach (nie okłamujmy się z Danią nie zagraliśmy dobrego spotkania.)

Mam nadzieje oczywiście że od następnego spotkania nasza reprezentacja będzie  grała o wiele lepiej. I nie będziemy musieli śpiewać „Nic się nie stało”. Bo tak naprawdę gorzej grać nie można a szczęście w końcu się od nas odwróci z 95 minuty.

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Filmowy Wrzesień

02 paź

Witajcie,

Pora na kolejną edycję top 5 filmów obejrzanych w zeszłym miesiącu. Tym razem był to wrzesień i przyznaje szczerze że przez Copernicon i trochę spraw, tych filmów nie było jakoś bardzo dużo. Nie zmienia to faktów że z wyborem pozycji 3-5 miałem spory problem. Pierwsze dwa miejsca wybrałem dość szybko, bez żadnych problemów. Bez zbędnych słów przejdźmy do filmów.

5.Szkarłatny Pilot (Kurenai no buta) – 1992r. – „Weteran I wojny światowej zostaje poddany działaniu klątwy, która sprawia, że wygląda jak świnia.” Jedna z perełek studia Ghibli, tego od Totoro czy Spirited Away. Pan Miyazaki tym razem dał nam pilota samolotu, łowce nagród, który poluje na piratów i jest bohaterem ludzi. Nie do końca zostało wyjaśnione czemu działa na niego klątwa, ale nie zmienia to faktu że jest to kolejna świetna produkcja studia Ghibli.   7/10

4.Iluzja (Now you See Me) – 2013r. – „Agenci FBI i Interpolu śledzą grupę iluzjonistów, którzy podczas przedstawień napadają na banki, a ukradzione pieniądze rozdają publiczności. ” Bardzo dobra produkcja, pokazująca jak bardzo można oszukać widza. Czy tego filmowego czy tego przed telewizorem. Przez wiekszość filmu patrzysz się i zastanawiasz jak oni to zrobili. Miewa parę momentów nudnych i dla mnie nie zrozumiałych, ale bledną one przy reszcie produkcji. Trzeba obejrzeć drugą część.   7/10

3.Ukojenie (Solace) – 2015r. – „Posiadający niezwykłe zdolności doktor pomaga FBI w schwytaniu groźnego seryjnego mordercy. ” W jaki sposób ten film mnie ominął jak wchodził do kin w zeszłym roku to ja nie wiem. Wiele osób uważa że Anthony Hopkins rozmienił się na drobne na stare lata i jest w tym ziarno prawdy o którym nawet później wspomnę, ale ten film akurat taki nie jest. Tutaj Hopkins jest wiodącą rolą i to bardzo porządną rolą. Pojawienie się Colina Farrella którego dawno nie widziałem w żadnym filmie zaskoczyła mnie ale bardzo pozytywnie. Film bardzo specyficzny, ale na prawdę uważam że trzeba obejrzeć.   7/10

2.Amistad – 1997r. – „Grupa czarnoskórych niewolników z Afryki staje przed sądem po tym, jak urządziła bunt na pokładzie statku.” Znowu Hopkins, ale nie jest to nowy film, tylko produkcja która ma już prawie dwadzieścia lat. Widać rękę Spielberga a sam film jest bardzo ciężki i specyficzny. Nie każdemu przypadnie do gustu, jednak ja uwielbiam dramaty i chłonąłem każdą chwilę tego kinowego hitu. Ponadto świetna rola Matthew’a McConaughey’a.   8/10 

Przed przedstawieniem numeru jeden na Wrześniowej liście, pora na największe rozczarowanie ubiegłego miesiąca.

- 360. Połączeni (360) 2011r. – „Decyzja przystojnego biznesmena, który zdoła oprzeć się pokusie i pozostanie wierny swojej żonie, wywoła serię nieoczekiwanych zdarzeń. ” Jak wspominałem wcześniej, Hopkins przez niektórych jest uważany za aktora który na ostatnie lata trochę rozmienił się na drobne. Śmiem twierdzić że jest w tym ziarno prawdy, Noah czy właśnie 360 jest idealnym przykładem. Ten film miał być porządnym melodramatem, gdzie tak na prawdę przez cały film nie potrafiłem wczuć się w żadną z sytuacji. Za wielu bohaterów za wiele wątków zostało wprowadzonych. A żeby było zabawnie każdy z bohaterów jakoś był związany z innym, taki ciąg wydarzeń itp. Zdecydowanie chybiony pomysł ale co ja mogę zrobić, czasami i takie filmy trzeba obejrzeć.   2/10

1.Kingsman: Tajne Służby (Kingsman: The Secret Service) – 2014r. – „Agent służb specjalnych bierze pod swoje skrzydła nowicjusza, aby przekazać mu wiedzę zdobytą przez lata pracy. ” Ależ ja dobrze się bawiłem oglądając ten film. Colin Firth tak mnie zaskoczył swoją kreacją że nie mogłem wyjść z podziwu. Oglądałem kilka dni wcześniej Bridget Jones 3 i stwierdziłem że zobaczę jak będzie wyglądał w zgoła innej produkcji. Nie zawiodłem się ani trochę. Film przez cały czas trzyma poziom, bawi i zaskakuje. Wiem że jest na podstawie komiksu, przyznaje że nie czytałem go, ale nie zmienia to faktu że film był rewelacyjny. Główny zły charakter nie zawiódł a cała fabuła była bardzo zgrabnie opowiedziana. Polecam!   9/10

To by było na tyle, mam nadzieje że podałem wam kilka pozycji do obejrzenia w najbliższej przyszłości. Mam również nadzieje że nadal to czytacie i was nie zanudzam ;).

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Copernicon 2016

25 wrz

Witajcie,

W końcu trzeba coś napisać o Festiwalu Gier i Fantastyki Copernicon. Do Torunia uwielbiam jeździć przy każdej możliwej okazji. W tym pięknym mieście jestem minimalnie raz do roku właśnie chociaż na festiwalu Copernicon. Zdecydowanie nie jest to Pyrkon, gdzie w tym roku było ponad czterdzieści tysięcy (!!!) uczestników. Copernicon jest zdecydowanie mniejszy, ale i tak szybko w obecnych czasach rosnący. Dwa lata temu było 700 uczestników a w tym mieliśmy już ponad trzy tysiące! Na Copernicon czekałem z niecierpliwością długi czas. Na Pyrkon nie udało mi się w tym roku udać, Polcon też odpadł więc na Copernicon musiałem pojechać. Bardzo dobry kontakt z organizatorami tylko i wyłącznie wychodzi im na plus, dzięki czemu uważam że jest to chyba najbardziej przyjazny konwent w Polsce (moim skromnym zdaniem oczywiści). Dodatkowo był to pierwszy mój konwent od powrotu do Polski z zagranicznej pogoni za pieniędzmi. Nie tylko pod tym względem był to pierwszy konwent, pierwszy był również przez to, że pierwszy raz byłem na takim wyjeździe z moją drugą, lepszą i piękniejszą połóweczką.

Podróż na konwent zaczęliśmy dość wcześnie, bo już 7.30 siedzieliśmy w polskim busie w drodze do miasta Piernika. W Toruniu po akredytacji i zameldowaniu w hostelu (Hostel Freedom, bardzo polecam!) ruszyliśmy na spacer oraz na obiad. Jak zwykle podczas pobytu w mieście Kopernika odwiedziliśmy „Stary Młyn” najlepszą pierogarnie w jakiej kiedykolwiek jadłem. Ale to tak przy okazji, to żadna reklama ale polecam z czystym sumieniem to miejsce.

Konwentowy piątek minął nam przyjemnie. Nie licząc mojej prelekcji na temat krasnoludów w świecie fantastyki poznaliśmy Błażeja, który opowiadał o roli psychopatów i socjopatów w kulturze filmowej. Dawno nie byłem na tak dobrze przygotowanej prelekcji która by mnie tak mocno zaciekawiła. Powrót do głównego budynku spędziliśmy wraz z Anią na rozmowie właśnie z prelegentem Błażejem. Wiele miał do zaoferowania jeśli chodzi o wiedzę filmową i można było gadać i gadać. Bardzo przyjemnie również było spotkać wielu znajomych, których widuje tylko na takich eventach. Kaym, osoba która pokazała nam Fluxxxa i Simona kota (wolę Fluxxxa jednak ;) ), to jeden z tych ludzi z którymi uważam że mam świetny kontakt ale niestety tylko kilka razy do roku, no ale nie można mieć wszystkiego prawda? Piątek spędziliśmy jeszcze na grach w gamesroomie oraz na spacerze, by później paść jak rażeni piorunem w łóżku i smacznie spać…podróż, emocje…wszystko to potrafi bardzo mocno zabrać energię.

Sobota po długim, dobrym śnie była niemniej fantastyczna. Prelekcja o cudach architektury w której to moja Anna potrafiła zagiąć prelegenta była niezła. Ja czułem się trochę nieswojo w tym miejscu i słuchając o rzeczach o których nie mam  pojęcia, ale nie pierwszy nie ostatni to raz. Filmowy konkurs który odbył się tego dnia (do Ciebie mówię Serenity!) pozostawił mi delikatny niedosyt ponieważ zacierałem rączki na zwycięstwo. Filmów oglądam całkiem sporo ostatnimi czasy i miałem nadzieję że dobrze trafię. Niestety fakt że nie oglądam wszystkich marvelowych filmów odbił mi się czkawką niestety…Czwarte miejsce jest ponoć najgorszym i chyba zgodzę się z tą tezą zdecydowanie. Myślałem że odbije sobie podczas konkursu wiedzy z disneyowskich piosenek…nic bardziej mylnego…ale tam poziom zorganizowania konkursu był fatalny i na tym poprzestanę w tym temacie. Wieczór był bardzo przyjemny, pomimo tego że byliśmy w pizzeri gdzie nie potrafili za bardzo obsługiwać klienta.

Niedziela, czyli ostatni dzień konwentu…zawsze to delikatny smutek „to już koniec?” i niedosyt, ponieważ chce się więcej tego klimatu. Wraz z Salantorem (polecam blog Bobrownia) chcieliśmy wygrać konkurs wiedzy o grach elektronicznych….niestety Geek vs Evil odkąd prowadzi ten turniej, nadal nie potrafi zapanować nad chaosem podczas tego konkursu. Musieliśmy zadowolić się trzecim miejscem, choć ostatnio wygraliśmy ten konkurs. Następnie konkurs wiedzy o muzyce z gier…ach tak niewiele brakowało…niestety musiałem znów zadowolić się ostatnim miejscem na podium. Na sam koniec mój konkurs wiedzy o smokach…bałem się troszeczkę że jako ostatni punkt programu będzie pusta sala. Na szczęście myliłem się i było pełne zainteresowanie i konkurs się bardzo udał.

Copernicon jest zdecydowanie moim ulubionym konwentem, pomimo tego że nie jest tak spektakularny jak Pyrkon. Może to magiczne miasto które uwielbiam, może fakt tego że za każdym razem poznaje kogoś fajnego na nim a może wszystko po trochu? Ciężko orzec…czekam z niecierpliwością na przyszłoroczną edycję i na inne konwenty podczas których będę mógł wymyślić nowe konkursy, prelekcje, pokazy…Anna też dostała bakcyla i sama zaczęła myśleć nad jakąś prelekcją, oby tak dalej!

Pozdrawiam

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Filmowy Sierpień

07 wrz

Witajcie,

Filmowy Lipiec był był bardzo ciężki pod względem oceniania, gdyż obejrzałem wiele bardzo dobrych kreacji, tym razem tych kreacji było o wiele mniej i tak na prawdę największą zagwozdkę miałem z wyborem pierwszych dwóch miejsc. Trafiałem tym razem na filmy niezłe i dobre, ale nie tak jak w Lipcu. Cóż tu zrobić, trzeba iść i oglądać filmy dalej, przecież nic się nie stanie jak czasami obejrzy się coś słabszego prawda? Z filmów które nie zostaną wymienione w pierwszej piątce chciałbym wyróżnić jeszcze Django, który mi się podobał i uważam że jest o wiele lepszym filmem niż Bękarty Wojny oraz w negatywnym sensie Łowcę Androidów, którego fenomenu nie zrozumiałem. Ale to jak z serialem Firefly który aktualnie oglądam. Wielka rzesza fanów walczy o kolejny sezon a ja zastanawiam się o co im chodzi? No ale wracając do tematu. Przed wami pięć najlepszych obejrzanych filmów sierpnia i jeden kompletny niewypał.

5.Życie przed oczami (The Life Before Her eyes) 2007r. – „Diana przed laty przeżyła wielką tragedię. Przychodzi czas, gdy musi zmierzyć się z traumą.” Bardzo dobra kreacja Umy Thurman, głównej aktorki w tym filmie. Tak jak w opisie, bohaterka przeżywa traumę o której opowiada w rocznicę tragicznego wydarzenia. Mamy flashbacki ze starych lat i aktualne wydarzenia. Uwielbiam filmy które w ostatniej scenie serwują nam „Mindfuck”.   7/10

4.Planeta Skarbów (Treasure Planet) 2002r. – „Kiedy w ręce półsieroty, Jima Hawkinsa, wpada mapa prowadząca do legendarnej planety skarbów, chłopak postanawia wybrać się w daleką podróż, by ją odnaleźć.  ”   Walt Disney potrafił, potrafi i z pewnością w dalszym ciągu będzie robił świetne animację. Planeta skarbów jest futurystyczną wersją wyspy skarbów, gdzie także będziemy świadkami piratów, mapy skarbów i wszelkiej walki niemalże jak na morzu. Polska wersja językowa znów stanęła na wysokości zadania a zwłaszcza Janusz Gajos jak i Wojciech Paszkowski.    7/10

3.Dom z piasku i mgły (House of Sand and Fog) 2003r. – „Załamana po rozstaniu z mężem Kathy traci dom na licytacji. Aby go odzyskać, nie cofnie się przed niczym. ” Według opisu to Kathy jest tutaj głównym aktorem tego filmu. Jak dla mnie nic mylnego. Ben Kingsley który gra tutaj Pułkownika Behraniego skradł cały film. Przyznaje szczerze że obejrzałem tą produkcję przez przypadek a byłem pod wielkim wrażeniem. Jak ktoś lubi ciężkie dramaty psychologiczne jest to film dla niego polecam!  8/10

2.Poradnik Pozytywnego myślenia (Silver Linings Playbook) 2012r. – „Pat Solitano, po tym jak stracił pracę, dom oraz żonę, spędził w szpitalu psychiatrycznym kilka miesięcy. Wrócić do społeczeństwa pomagają mu rodzice, przyjaciele i piękna dziewczyna. ”  To była moja największa zagwozdka tego miesiąca. Ta produkcja czy film z pierwszego miejsca zasługiwały na szczyt podium. Po długim rozmyślaniu, padło że poradnik będzie na drugim miejscu, minimalnie przegrywając z…a to przeczytacie za chwilę. Bradley Cooper którego możecie znać np. z Kac Vegas zagrał główną rolę olśniewająco. Z jednej strony śmiejesz się z jego poczynań z drugiej przytakujesz i chcesz mu pomóc, bo potrzebuje pomocy. Cały film trzyma poziom i wszyscy aktorzy zostali dobrani wprost rewelacyjnie. Oskar, multum innych nagród i wielkie pieniądze z Box Office nie dziwią. 8+/10

Zanim przejdziemy do pierwszego miejsca, przed nami najgorsza produkcja obejrzana w lipcu.

- Mroczny Las (Villmark) 2003r. – „Ekipa telewizyjnego show „Real TV” wraz ze swoim szefem Gunnarem ma zamiar wkrótce zacząć produkcję owego reality show, którego uczestnicy będą musieli przetrwać w polowych warunkach. Gunnar zabiera ze sobą grupę czterech ludzi: przyjaciół Lasse i Pera, szwedzką dziewczynę Elin oraz swoją nową dziewczynę Sarę. By przetestować swoją nową ekipę, Gunnar zabiera ich do domku w lesie gdzie spędzał wakacje jeszcze jako chłopiec. Domek jest zlokalizowany daleko od cywilizacji, ukryty w ciemnych i tajemniczych lasach. Ekipa ma spędzić weekend szukając jedzenia które zaoferuje natura. Surowe warunki zabraniają posiadania papierosów i telefonów komórkowych. Kiedy Lasse i Per znajdują zwłoki w jeziorze, grupa zostaje poddana ciężkiemu testowi… Gunnar jednak nie ma zamiaru przerywać weekendu.” To tyle jeśli chodzi o fabułę. Gra aktorska drętwa, klimatu nijak nie da rady wyczuć a sam finał mocno przewidywalny. Ponadto można dodać zero jakiegokolwiek sensu. Niestety i takie filmu muszą być produkowane. 2/10

1.Duża Ryba (Big Fish) 2003r. – „Schorowany Edward Bloom słynął z nieprawdopodobnych opowieści. Jego syn próbuje dociec, ile w nich było prawdy.” Jak napisałem w komentarzu na Filmwebie „Pieprzony Burton, wzruszyłem się przez niego! Świetny McGregor!” Taka prawda, Tim Burton potrafi opowiedzieć historię a o to przecież chodzi prawda? Wszelkie metafory, postacie, opowiastki są w tym filmie tak świetnie pokazane że ten film można oglądać w kółko i się nie znudzi. McGregor grający młodszą wersję opowiadającego historię Edwarda Blooma zagrał wprost niesamowicie. Jego rozbrajający uśmiech w wielu scenach był po prostu tak zaraźliwy że sam kilka razy niemal oplułem monitor ze śmiechu. Pozycja obowiązkowa dla fanów Burtona i innych, którzy lubią świetną opowieść. 9/10

To by było na tyle, jeśli chodzi o filmowy Sierpień. Mam nadzieję że moje wypociny w jakikolwiek sposób was zainteresują a może nawet zmuszą do rozmyślań albo podsuną film do obejrzenia na wieczór.

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kijek Prawdy

31 sie

Witajcie,

Ilu z was kojarzy South Park? Pewnie niezliczona ilość, gdyż jest to jedna z najbardziej popularnych kreskówek na świecie. Niezliczona rzesza fanów bawi sie świetnie oglądając przygody grupy dzieciaków z miasteczka South Park, która łamie niemalże wszystkie zasady. Jezus, Szatan, Husajn, Al Gore to tylko niewielka garstka z grupy sław które zostały sparodiowane w tym serialu. Ale nie o serialu chce dzisiaj pisać.

Dwa lata temu THQ wraz z Ubisoftem wydali grę „South Park: Stick of Truth” która została w Polsce przetłumaczona jako „South Park: Kijek prawdy”. O grze zapomniałem, zajęty ogrywaniem innych produkcji czy po prostu wbijaniu dywizji w League of Legends (słabo to nadal wygląda). Jednak jakiś czas temu w sieci sklepów „Biedronka” Kijek Prawdy był do kupienia za 19,95. Szkoda było nie skorzystać i nie kupić gry, która była tańsza niż pizza w restauracji.

Od razu zaznaczam, że jeżeli nie bawi was humor South Parka, możecie dalej nie czytać. W ogóle nie ma czego tutaj szukać bo gra to po prostu rewelacyjnie odwzorowana produkcja. Czuję się w grze jakby oglądało się produkcję filmową osadzoną w tej kreskówce. Na swojej drodze spotykamy multum postaci z miasteczka, wszystkie z oryginalnymi głosami swoich pierwowzorów z telewizji.

Zaczynamy jako nowe dziecko na osiedlu. Wprowadzamy się do miasteczka  mamy znaleźć sobie nowych przyjaciół, tego od nas wymagają rodzice i musimy tak zrobić. Szybko znajdujemy Cartmana i jego świtę. Okazuje się że Cartman jest wielkim magiem, walczącym z królestwem elfów. Świat D&D został przeniesiony do South Park. Wszyscy w dzieciństwie bawiliśmy się w rycerzy itp. I tak samo robią to nasi bohaterowie. Oczywiście trzeba pamiętać że nie wolno nikomu pierdzieć w jaja!

Gagów związanych z kupom, pierdami, rasizmem, seksizmem jest od groma. Tym zasłynął serialowy South Park i to jest w grze. Wolność wyboru jest prowizoryczna, gdyż wszystkie nasze wybory i tak prowadzą do jednego określonego finału. Co prawda są zadania poboczne, ale one pomagają nam po prostu wbijać poziom, zdobywać nowych znajomych na fejsie (dzięki czemu odblokowujemy specjalne zdolności) oraz zdobywać nowy sprzęt. Sprzętu jest całkiem sporo, gdyż jak na D&D przystało, gra jest RPGiem. Oczywiście znajdziemy miecze wyglądające jak wibrator ale będą też poważnie wyglądające miecze. (Ja akurat ukończyłem grę w damskich ciuszkach bo najwięcej dodawały mi do umiejętności walki). Wybór też jest na początku gry jak będziemy wybierali klasę postaci a są ich cztery. Wojownik, Złodziej, Czarodziej oraz….żyd.

Jak już wspominałem nasze wybory i tak nie mają większego znaczenia bo i tak na koniec walczymy z tym samym. Co prawda ukończyłem grę jako złodziej a nawet król złodziej, ale kiedyś pewnie jak zatęsknię to zobaczę jak to zagrać żydem, może chociaż teksty będą inne.

Sama mechanika walki w South Park wygląda jak z typowego jRPGa. Czyli mamy walkę w trybie turowym. Możemy użyć specjalnej zdolności, ataku dystansowego, mocnego ciosu albo seri ciosów (w przypadku złodzieja). Po tym może zaatakować nasz sojusznik (warto zmieniać sojuszników podczas walki). Status nasz jak i przeciwników opisuje wiele rzeczy. Nasz atak może zadać obrzydzenie, krwawienie, ogłuszenie, zamrożenie itp. Czyli jak w typowym rpgu. Walka z czasem staje się wtórna i walczymy tak samo, nie licząc bossów na których musimy znaleźć sposób i wykorzystać maksimum umiejętności (wal się Al Gore! ).

Pomimo w miarę liniowej fabuły i później wtórnej walki ta gra jest rewelacyjna. Klimat South Parku jest tak mocno odczuwalny że bardziej chyba się nie da. W tym roku będzie kolejna część i życzę sobie aby była taka jak kijek prawdy. Może nieco dłuższa, bo Kijek Prawdy udało mi się ukończyć po 13 godzinach co jak na grę fabularną nie jest jakimś rewelacyjnym wynikiem. Mimo tego zdecydowanie polecam fanom kreskówki, jest to pozycja obowiązkowa do ogrania!

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zespół taki sam jak żaden inny

24 sie

Witajcie,

Ostatnio wraz z Anną, Hubertem, Patrycjuszem, Miśkiem, Kondzinką i jego drugą połówką byliśmy na koncercie Kabanosa. Zespół znany, ale nie zawsze brany na poważnie. Czy prawidłowo? Cóż, mówi się że o gustach się nie dyskutuje. Ale właśnie, jak to nie dyskutuje? A co się robi? Oczywiście że się dyskutuje i ja zamierzam dyskutować! Kabanos to jeden z moich ulubionych polskich zespołów. Wdarł się do moich uszu, umysłu, serca jak rakieta! Sami uważają że są „Zespołem takim samym jak żaden inny” i jak najbardziej trzeba się z tym zgodzić. Mamy wiele zespołów które w swoich tekstach zarzucają nas metaforami, przenośniami tak jak Hunter czy Coma (ble Coma brzydal). Kabanos zalicza się do nich idealnie. Same nazwy piosenek jak „Czerwona Musztarda” , „Psy krowy i kapusta” czy „Baleron w kartoflach pod keczupem” mówią same za siebie. Zwłaszcza ta ostatnia prawda?

Ale oprócz tekstów jest to kawał dobrej muzyki. Oczywiście pierwsze trzy płyty mają odsłuch iście „garażowy”. Brzmią dość amatorsko (z wieloma wyjątkami) ale słucha się ich dalej bardzo przyjemnie. Ale jest to zespół który z każdą chwilą robi coraz większy progres. Płyty „Dramat współczesny” oraz „Balonowy Album” muzycznie stoją na bardzo wysokim poziomie. Nagrania nie są grane na jedno kopyto a Zenek (wokalista) zaczyna pokazywać że albo doświadczenie albo nauki śpiewu przynoszą godne rezultaty.

Lecz Kabanos to nie tylko muzyka. Nie będę mówił że to styl życia, ale to z pewnością zespół który zachęca nas do walki i nie poddawania się. Wiele ich tekstów, przesłań, mówi nam wprost aby się nie poddawać. „I tak będę skakać po tapczanie i nigdy szare życie mnie nie złamie…” jeden z tekstów które możemy usłyszeć w piosence „Klocki” przy której zawsze nóżka będzie chodzić a jak lubimy skakać to tym bardziej. Zenek z zespołem pokazuje również jak warto jest spełniać marzenia. Wystąpili na Woodstocku na małej scenie, tak przypadli do gustu że zagrali na dużej po zdobyciu złotego bączka (nagroda publiczności). Tam przyznawali się otwarcie że to było spełnienie ich muzycznych marzeń, czyli zagranie na najpiękniejszej scenie muzycznej na świecie. Na następny rok zagrali na scenie Krishny, potem na Wiewiórstocku a w tym roku byli gośćmi ASP i pomagali zaistnieć innym osobom. Kabanos żyje Woodstockiem i moim zdaniem, Zenek to idealna osoba do pomocy dla Jurka jak i przyszłym przejęciu tej schedy albo spółki z Jurkiem.

Czy polecam ten zespół? Oczywiście że tak! Przy Kabanosie bawią się i starsi i młodsi. Widziałem ostatnio na koncercie jak to ojciec przyszedł ze swoimi pociechami na koncert i widać że bawiły się przednio. Mój przyjaciel Misiek rzucił takim tekstem : „Ludzie z którymi się tu bawiłem byli w połowie mojego wieku” to tylko pokazuje że przesłanie Kabanosa trafia do bardzo szerokiego grona odbiorców. Z niecierpliwością czekam na kolejny koncert i na kolejną płytę!

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Filmowy Lipiec

09 sie

Witajcie,

Pora na kolejną odsłonę filmowego miesiąca. Wybaczcie że tak późno, ale brak czasu, weny i w ogóle wszystko na opak. Filmowo był to bardzo dobry miesiąc dla mnie. Obejrzałem mało słabych filmów, chyba tylko trzy. A żeby wybrać top pięć filmów tego miesiąca musiałem odrzucić „Pieskie popołudnie” z Alem Pacino. Jednak Al nie ma co się martwić, bo jego film przegrał z na prawdę dobrymi tytułami, które każde z osobna dostało ode mnie ocenę 8/10. Nie owijając dalej w bawełnę, przejdźmy do filmów.

5.Zaklinacz Deszczu (The Rainmaker) 1997 r. – „Młody prawnik walczy z towarzystwem ubezpieczeniowym, które nie chce pokryć kosztów leczenia chłopca chorego na białaczkę. ”  Nigdy nie byłem fanem Matta Deamona, ale ostatnio zacząłem się do niego przekonywać. Nie tylko przez ostatnie jego kreacje, ale też te wcześniejsze. Tutaj wciela się w młodego prawnika, który walczy z wielką korporacją. Brzmi sztampowo? Oczywiście że tak, ale jest to tak odziane i zagrane że na prawdę warto obejrzeć. Dodatkowo świetna rola drugoplanowa Dannyego DeVito.

4.Upadek (Falling Down) 1993 r. – „Niechcący przegapić przyjęcia urodzinowego swojej córki, bezrobotny mężczyzna tkwi w ulicznym korku. Kiedy puszczają mu nerwy, kontynuuje wędrówkę pieszo, wyładowując swoją złość na innych ludziach. ” – Już nawet nie chcę wspominać kunsztu Michaela Douglasa, grającego główną rolę, tylko Roberta Duvalla, który świetnie wcielił się w policjanta podczas ostatniego dnia służby. Jestem tylko ciekaw ilu z nas tłumi sobie takie emocje jak główny bohater tego filmu?

3.Zombie SS 2 (Dod Sno 2) 2014 r. – „Martin, który przeżył atak nazistowskich zombie, odzyskuje przytomność w szpitalu i dowiaduje się, że przyszyto mu rękę jednego z nich. ” – Opis tego filmu jest absurdalny jak cały film. Rzadko oglądam komedie ale przy tej uśmiałem się jak dawno. Absurd goniący absurd. Mógłbym powiedzieć że w dobrym smaku, ale tutaj zombie walczą z zombie z ludźmi, naziści, rosjanie…Po średniej pierwszej części, ekipa filmowa zrobiła bardzo dobrą drugą. Polecam, ale przestrzegam przed ostatnią sceną filmu!

2.Rain Man 1988 r. – „Karierowicz Charlie dostaje informację o śmierci ojca, z którym od lat nie miał kontaktu. Z testamentu dowiaduje się, że ma starszego brata chorego na autyzm.” – Nie lubię Toma Cruise’a, nie lubię i nie zmienię tego zdania. Nie powiem żeby nie miał jednej czy dwóch udanych ról, ale nie zmieni to mojego zdania na temat jego gry. Uważam go za drewniaka, sztywniaka, ale nie o tym teraz mowa. W tym filmie dla mnie Tom Cruise jest tylko niezbędnym tłem. Młody dzieciak mający swoją firmę z nie do końca legalnie robionymi interesami musi się opiekować bratem chorym na autyzm. Oczywiście najpierw chodzi tylko o spadek a potem przekonuje się do swojego chorego brata. Dustin Hoffman, grający rolę autystycznego mężczyzny poradził sobie idealnie. Ten film chłonie się tylko dla jego roli. Wcale nie dziwi Oskar za tą rolę dla Hoffmana.

Tutaj czas na niezaszczytny najgorszy film miesiąca. Nie było tak okropnie jak w zeszłym miesiącu, ale dobrze też z całą pewnością nie było.

- Abraham Lincoln: Łowca Wampirów (Abraham Lincoln: Vampire Hunter) 2012 r. – „Prezydent USA Abraham Lincoln dowiaduje się, że wampiry planują przejąć władzę w kraju. Wypowiada więc im wojnę.” – Absurdalny opis? Oczywiście, ale to jeszcze nie zwiastun miernoty którą nam wcisnęli ludzie odpowiedzialni za tą produkcję. Gra aktorska była słaba, bardzo słaba. Sceny walki? Zapomnijcie o czymkolwiek realistycznym. Rozumiem że nie do końca o realizm tutaj chodziło, ale oglądanie tej produkcji mnie nużyło, męczyło a dokończyć trzeba. Na plus mógłbym powiedzieć że jako film kostiumowy dobrze to nawet wyglądało 3/10

1.Lot nad kukułczym gniazdem (One Flew over the Cuckoo’s Nest) 1975 r. – „Historia złodzieja, szulera i chuligana, który, by uniknąć więzienia, udaje niepoczytalność. Trafia do szpitala dla umysłowo chorych, gdzie twardą ręką rządzi siostra Ratched.” – Siostra Ratched…to jeden z tych filmów gdzie główny negatywny charakter na prawdę wyzwala silne negatywne emocje. Gdy ją tylko widziałem na ekranie denerwowałem się, denerwowałem się dzięki jej bardzo dobrej grze aktorskiej i dlatego że jej postać taka miała być. Jack Nicholson z drugiej strony to klasa sama w sobie. Film nie był prosty, jego rola tym bardziej a jednak Jack poradził sobie idealnie. Pięć Oskarów za ten film? Jak najbardziej zasłużenie!

Właśnie tak wyglądała moja piątka najlepszych filmów Lipca. Następny filmowy wpis dopiero za miesiąc, ale już pojawiła się perełka którą polecam wszystkim, czyli film Tima Burtona „Big Fish”.

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii