RSS
 

Copernicon 2016

25 wrz

Witajcie,

W końcu trzeba coś napisać o Festiwalu Gier i Fantastyki Copernicon. Do Torunia uwielbiam jeździć przy każdej możliwej okazji. W tym pięknym mieście jestem minimalnie raz do roku właśnie chociaż na festiwalu Copernicon. Zdecydowanie nie jest to Pyrkon, gdzie w tym roku było ponad czterdzieści tysięcy (!!!) uczestników. Copernicon jest zdecydowanie mniejszy, ale i tak szybko w obecnych czasach rosnący. Dwa lata temu było 700 uczestników a w tym mieliśmy już ponad trzy tysiące! Na Copernicon czekałem z niecierpliwością długi czas. Na Pyrkon nie udało mi się w tym roku udać, Polcon też odpadł więc na Copernicon musiałem pojechać. Bardzo dobry kontakt z organizatorami tylko i wyłącznie wychodzi im na plus, dzięki czemu uważam że jest to chyba najbardziej przyjazny konwent w Polsce (moim skromnym zdaniem oczywiści). Dodatkowo był to pierwszy mój konwent od powrotu do Polski z zagranicznej pogoni za pieniędzmi. Nie tylko pod tym względem był to pierwszy konwent, pierwszy był również przez to, że pierwszy raz byłem na takim wyjeździe z moją drugą, lepszą i piękniejszą połóweczką.

Podróż na konwent zaczęliśmy dość wcześnie, bo już 7.30 siedzieliśmy w polskim busie w drodze do miasta Piernika. W Toruniu po akredytacji i zameldowaniu w hostelu (Hostel Freedom, bardzo polecam!) ruszyliśmy na spacer oraz na obiad. Jak zwykle podczas pobytu w mieście Kopernika odwiedziliśmy „Stary Młyn” najlepszą pierogarnie w jakiej kiedykolwiek jadłem. Ale to tak przy okazji, to żadna reklama ale polecam z czystym sumieniem to miejsce.

Konwentowy piątek minął nam przyjemnie. Nie licząc mojej prelekcji na temat krasnoludów w świecie fantastyki poznaliśmy Błażeja, który opowiadał o roli psychopatów i socjopatów w kulturze filmowej. Dawno nie byłem na tak dobrze przygotowanej prelekcji która by mnie tak mocno zaciekawiła. Powrót do głównego budynku spędziliśmy wraz z Anią na rozmowie właśnie z prelegentem Błażejem. Wiele miał do zaoferowania jeśli chodzi o wiedzę filmową i można było gadać i gadać. Bardzo przyjemnie również było spotkać wielu znajomych, których widuje tylko na takich eventach. Kaym, osoba która pokazała nam Fluxxxa i Simona kota (wolę Fluxxxa jednak ;) ), to jeden z tych ludzi z którymi uważam że mam świetny kontakt ale niestety tylko kilka razy do roku, no ale nie można mieć wszystkiego prawda? Piątek spędziliśmy jeszcze na grach w gamesroomie oraz na spacerze, by później paść jak rażeni piorunem w łóżku i smacznie spać…podróż, emocje…wszystko to potrafi bardzo mocno zabrać energię.

Sobota po długim, dobrym śnie była niemniej fantastyczna. Prelekcja o cudach architektury w której to moja Anna potrafiła zagiąć prelegenta była niezła. Ja czułem się trochę nieswojo w tym miejscu i słuchając o rzeczach o których nie mam  pojęcia, ale nie pierwszy nie ostatni to raz. Filmowy konkurs który odbył się tego dnia (do Ciebie mówię Serenity!) pozostawił mi delikatny niedosyt ponieważ zacierałem rączki na zwycięstwo. Filmów oglądam całkiem sporo ostatnimi czasy i miałem nadzieję że dobrze trafię. Niestety fakt że nie oglądam wszystkich marvelowych filmów odbił mi się czkawką niestety…Czwarte miejsce jest ponoć najgorszym i chyba zgodzę się z tą tezą zdecydowanie. Myślałem że odbije sobie podczas konkursu wiedzy z disneyowskich piosenek…nic bardziej mylnego…ale tam poziom zorganizowania konkursu był fatalny i na tym poprzestanę w tym temacie. Wieczór był bardzo przyjemny, pomimo tego że byliśmy w pizzeri gdzie nie potrafili za bardzo obsługiwać klienta.

Niedziela, czyli ostatni dzień konwentu…zawsze to delikatny smutek „to już koniec?” i niedosyt, ponieważ chce się więcej tego klimatu. Wraz z Salantorem (polecam blog Bobrownia) chcieliśmy wygrać konkurs wiedzy o grach elektronicznych….niestety Geek vs Evil odkąd prowadzi ten turniej, nadal nie potrafi zapanować nad chaosem podczas tego konkursu. Musieliśmy zadowolić się trzecim miejscem, choć ostatnio wygraliśmy ten konkurs. Następnie konkurs wiedzy o muzyce z gier…ach tak niewiele brakowało…niestety musiałem znów zadowolić się ostatnim miejscem na podium. Na sam koniec mój konkurs wiedzy o smokach…bałem się troszeczkę że jako ostatni punkt programu będzie pusta sala. Na szczęście myliłem się i było pełne zainteresowanie i konkurs się bardzo udał.

Copernicon jest zdecydowanie moim ulubionym konwentem, pomimo tego że nie jest tak spektakularny jak Pyrkon. Może to magiczne miasto które uwielbiam, może fakt tego że za każdym razem poznaje kogoś fajnego na nim a może wszystko po trochu? Ciężko orzec…czekam z niecierpliwością na przyszłoroczną edycję i na inne konwenty podczas których będę mógł wymyślić nowe konkursy, prelekcje, pokazy…Anna też dostała bakcyla i sama zaczęła myśleć nad jakąś prelekcją, oby tak dalej!

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Filmowy Sierpień

07 wrz

Witajcie,

Filmowy Lipiec był był bardzo ciężki pod względem oceniania, gdyż obejrzałem wiele bardzo dobrych kreacji, tym razem tych kreacji było o wiele mniej i tak na prawdę największą zagwozdkę miałem z wyborem pierwszych dwóch miejsc. Trafiałem tym razem na filmy niezłe i dobre, ale nie tak jak w Lipcu. Cóż tu zrobić, trzeba iść i oglądać filmy dalej, przecież nic się nie stanie jak czasami obejrzy się coś słabszego prawda? Z filmów które nie zostaną wymienione w pierwszej piątce chciałbym wyróżnić jeszcze Django, który mi się podobał i uważam że jest o wiele lepszym filmem niż Bękarty Wojny oraz w negatywnym sensie Łowcę Androidów, którego fenomenu nie zrozumiałem. Ale to jak z serialem Firefly który aktualnie oglądam. Wielka rzesza fanów walczy o kolejny sezon a ja zastanawiam się o co im chodzi? No ale wracając do tematu. Przed wami pięć najlepszych obejrzanych filmów sierpnia i jeden kompletny niewypał.

5.Życie przed oczami (The Life Before Her eyes) 2007r. – „Diana przed laty przeżyła wielką tragedię. Przychodzi czas, gdy musi zmierzyć się z traumą.” Bardzo dobra kreacja Umy Thurman, głównej aktorki w tym filmie. Tak jak w opisie, bohaterka przeżywa traumę o której opowiada w rocznicę tragicznego wydarzenia. Mamy flashbacki ze starych lat i aktualne wydarzenia. Uwielbiam filmy które w ostatniej scenie serwują nam „Mindfuck”.   7/10

4.Planeta Skarbów (Treasure Planet) 2002r. – „Kiedy w ręce półsieroty, Jima Hawkinsa, wpada mapa prowadząca do legendarnej planety skarbów, chłopak postanawia wybrać się w daleką podróż, by ją odnaleźć.  ”   Walt Disney potrafił, potrafi i z pewnością w dalszym ciągu będzie robił świetne animację. Planeta skarbów jest futurystyczną wersją wyspy skarbów, gdzie także będziemy świadkami piratów, mapy skarbów i wszelkiej walki niemalże jak na morzu. Polska wersja językowa znów stanęła na wysokości zadania a zwłaszcza Janusz Gajos jak i Wojciech Paszkowski.    7/10

3.Dom z piasku i mgły (House of Sand and Fog) 2003r. – „Załamana po rozstaniu z mężem Kathy traci dom na licytacji. Aby go odzyskać, nie cofnie się przed niczym. ” Według opisu to Kathy jest tutaj głównym aktorem tego filmu. Jak dla mnie nic mylnego. Ben Kingsley który gra tutaj Pułkownika Behraniego skradł cały film. Przyznaje szczerze że obejrzałem tą produkcję przez przypadek a byłem pod wielkim wrażeniem. Jak ktoś lubi ciężkie dramaty psychologiczne jest to film dla niego polecam!  8/10

2.Poradnik Pozytywnego myślenia (Silver Linings Playbook) 2012r. – „Pat Solitano, po tym jak stracił pracę, dom oraz żonę, spędził w szpitalu psychiatrycznym kilka miesięcy. Wrócić do społeczeństwa pomagają mu rodzice, przyjaciele i piękna dziewczyna. ”  To była moja największa zagwozdka tego miesiąca. Ta produkcja czy film z pierwszego miejsca zasługiwały na szczyt podium. Po długim rozmyślaniu, padło że poradnik będzie na drugim miejscu, minimalnie przegrywając z…a to przeczytacie za chwilę. Bradley Cooper którego możecie znać np. z Kac Vegas zagrał główną rolę olśniewająco. Z jednej strony śmiejesz się z jego poczynań z drugiej przytakujesz i chcesz mu pomóc, bo potrzebuje pomocy. Cały film trzyma poziom i wszyscy aktorzy zostali dobrani wprost rewelacyjnie. Oskar, multum innych nagród i wielkie pieniądze z Box Office nie dziwią. 8+/10

Zanim przejdziemy do pierwszego miejsca, przed nami najgorsza produkcja obejrzana w lipcu.

- Mroczny Las (Villmark) 2003r. – „Ekipa telewizyjnego show „Real TV” wraz ze swoim szefem Gunnarem ma zamiar wkrótce zacząć produkcję owego reality show, którego uczestnicy będą musieli przetrwać w polowych warunkach. Gunnar zabiera ze sobą grupę czterech ludzi: przyjaciół Lasse i Pera, szwedzką dziewczynę Elin oraz swoją nową dziewczynę Sarę. By przetestować swoją nową ekipę, Gunnar zabiera ich do domku w lesie gdzie spędzał wakacje jeszcze jako chłopiec. Domek jest zlokalizowany daleko od cywilizacji, ukryty w ciemnych i tajemniczych lasach. Ekipa ma spędzić weekend szukając jedzenia które zaoferuje natura. Surowe warunki zabraniają posiadania papierosów i telefonów komórkowych. Kiedy Lasse i Per znajdują zwłoki w jeziorze, grupa zostaje poddana ciężkiemu testowi… Gunnar jednak nie ma zamiaru przerywać weekendu.” To tyle jeśli chodzi o fabułę. Gra aktorska drętwa, klimatu nijak nie da rady wyczuć a sam finał mocno przewidywalny. Ponadto można dodać zero jakiegokolwiek sensu. Niestety i takie filmu muszą być produkowane. 2/10

1.Duża Ryba (Big Fish) 2003r. – „Schorowany Edward Bloom słynął z nieprawdopodobnych opowieści. Jego syn próbuje dociec, ile w nich było prawdy.” Jak napisałem w komentarzu na Filmwebie „Pieprzony Burton, wzruszyłem się przez niego! Świetny McGregor!” Taka prawda, Tim Burton potrafi opowiedzieć historię a o to przecież chodzi prawda? Wszelkie metafory, postacie, opowiastki są w tym filmie tak świetnie pokazane że ten film można oglądać w kółko i się nie znudzi. McGregor grający młodszą wersję opowiadającego historię Edwarda Blooma zagrał wprost niesamowicie. Jego rozbrajający uśmiech w wielu scenach był po prostu tak zaraźliwy że sam kilka razy niemal oplułem monitor ze śmiechu. Pozycja obowiązkowa dla fanów Burtona i innych, którzy lubią świetną opowieść. 9/10

To by było na tyle, jeśli chodzi o filmowy Sierpień. Mam nadzieję że moje wypociny w jakikolwiek sposób was zainteresują a może nawet zmuszą do rozmyślań albo podsuną film do obejrzenia na wieczór.

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kijek Prawdy

31 sie

Witajcie,

Ilu z was kojarzy South Park? Pewnie niezliczona ilość, gdyż jest to jedna z najbardziej popularnych kreskówek na świecie. Niezliczona rzesza fanów bawi sie świetnie oglądając przygody grupy dzieciaków z miasteczka South Park, która łamie niemalże wszystkie zasady. Jezus, Szatan, Husajn, Al Gore to tylko niewielka garstka z grupy sław które zostały sparodiowane w tym serialu. Ale nie o serialu chce dzisiaj pisać.

Dwa lata temu THQ wraz z Ubisoftem wydali grę „South Park: Stick of Truth” która została w Polsce przetłumaczona jako „South Park: Kijek prawdy”. O grze zapomniałem, zajęty ogrywaniem innych produkcji czy po prostu wbijaniu dywizji w League of Legends (słabo to nadal wygląda). Jednak jakiś czas temu w sieci sklepów „Biedronka” Kijek Prawdy był do kupienia za 19,95. Szkoda było nie skorzystać i nie kupić gry, która była tańsza niż pizza w restauracji.

Od razu zaznaczam, że jeżeli nie bawi was humor South Parka, możecie dalej nie czytać. W ogóle nie ma czego tutaj szukać bo gra to po prostu rewelacyjnie odwzorowana produkcja. Czuję się w grze jakby oglądało się produkcję filmową osadzoną w tej kreskówce. Na swojej drodze spotykamy multum postaci z miasteczka, wszystkie z oryginalnymi głosami swoich pierwowzorów z telewizji.

Zaczynamy jako nowe dziecko na osiedlu. Wprowadzamy się do miasteczka  mamy znaleźć sobie nowych przyjaciół, tego od nas wymagają rodzice i musimy tak zrobić. Szybko znajdujemy Cartmana i jego świtę. Okazuje się że Cartman jest wielkim magiem, walczącym z królestwem elfów. Świat D&D został przeniesiony do South Park. Wszyscy w dzieciństwie bawiliśmy się w rycerzy itp. I tak samo robią to nasi bohaterowie. Oczywiście trzeba pamiętać że nie wolno nikomu pierdzieć w jaja!

Gagów związanych z kupom, pierdami, rasizmem, seksizmem jest od groma. Tym zasłynął serialowy South Park i to jest w grze. Wolność wyboru jest prowizoryczna, gdyż wszystkie nasze wybory i tak prowadzą do jednego określonego finału. Co prawda są zadania poboczne, ale one pomagają nam po prostu wbijać poziom, zdobywać nowych znajomych na fejsie (dzięki czemu odblokowujemy specjalne zdolności) oraz zdobywać nowy sprzęt. Sprzętu jest całkiem sporo, gdyż jak na D&D przystało, gra jest RPGiem. Oczywiście znajdziemy miecze wyglądające jak wibrator ale będą też poważnie wyglądające miecze. (Ja akurat ukończyłem grę w damskich ciuszkach bo najwięcej dodawały mi do umiejętności walki). Wybór też jest na początku gry jak będziemy wybierali klasę postaci a są ich cztery. Wojownik, Złodziej, Czarodziej oraz….żyd.

Jak już wspominałem nasze wybory i tak nie mają większego znaczenia bo i tak na koniec walczymy z tym samym. Co prawda ukończyłem grę jako złodziej a nawet król złodziej, ale kiedyś pewnie jak zatęsknię to zobaczę jak to zagrać żydem, może chociaż teksty będą inne.

Sama mechanika walki w South Park wygląda jak z typowego jRPGa. Czyli mamy walkę w trybie turowym. Możemy użyć specjalnej zdolności, ataku dystansowego, mocnego ciosu albo seri ciosów (w przypadku złodzieja). Po tym może zaatakować nasz sojusznik (warto zmieniać sojuszników podczas walki). Status nasz jak i przeciwników opisuje wiele rzeczy. Nasz atak może zadać obrzydzenie, krwawienie, ogłuszenie, zamrożenie itp. Czyli jak w typowym rpgu. Walka z czasem staje się wtórna i walczymy tak samo, nie licząc bossów na których musimy znaleźć sposób i wykorzystać maksimum umiejętności (wal się Al Gore! ).

Pomimo w miarę liniowej fabuły i później wtórnej walki ta gra jest rewelacyjna. Klimat South Parku jest tak mocno odczuwalny że bardziej chyba się nie da. W tym roku będzie kolejna część i życzę sobie aby była taka jak kijek prawdy. Może nieco dłuższa, bo Kijek Prawdy udało mi się ukończyć po 13 godzinach co jak na grę fabularną nie jest jakimś rewelacyjnym wynikiem. Mimo tego zdecydowanie polecam fanom kreskówki, jest to pozycja obowiązkowa do ogrania!

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zespół taki sam jak żaden inny

24 sie

Witajcie,

Ostatnio wraz z Anną, Hubertem, Patrycjuszem, Miśkiem, Kondzinką i jego drugą połówką byliśmy na koncercie Kabanosa. Zespół znany, ale nie zawsze brany na poważnie. Czy prawidłowo? Cóż, mówi się że o gustach się nie dyskutuje. Ale właśnie, jak to nie dyskutuje? A co się robi? Oczywiście że się dyskutuje i ja zamierzam dyskutować! Kabanos to jeden z moich ulubionych polskich zespołów. Wdarł się do moich uszu, umysłu, serca jak rakieta! Sami uważają że są „Zespołem takim samym jak żaden inny” i jak najbardziej trzeba się z tym zgodzić. Mamy wiele zespołów które w swoich tekstach zarzucają nas metaforami, przenośniami tak jak Hunter czy Coma (ble Coma brzydal). Kabanos zalicza się do nich idealnie. Same nazwy piosenek jak „Czerwona Musztarda” , „Psy krowy i kapusta” czy „Baleron w kartoflach pod keczupem” mówią same za siebie. Zwłaszcza ta ostatnia prawda?

Ale oprócz tekstów jest to kawał dobrej muzyki. Oczywiście pierwsze trzy płyty mają odsłuch iście „garażowy”. Brzmią dość amatorsko (z wieloma wyjątkami) ale słucha się ich dalej bardzo przyjemnie. Ale jest to zespół który z każdą chwilą robi coraz większy progres. Płyty „Dramat współczesny” oraz „Balonowy Album” muzycznie stoją na bardzo wysokim poziomie. Nagrania nie są grane na jedno kopyto a Zenek (wokalista) zaczyna pokazywać że albo doświadczenie albo nauki śpiewu przynoszą godne rezultaty.

Lecz Kabanos to nie tylko muzyka. Nie będę mówił że to styl życia, ale to z pewnością zespół który zachęca nas do walki i nie poddawania się. Wiele ich tekstów, przesłań, mówi nam wprost aby się nie poddawać. „I tak będę skakać po tapczanie i nigdy szare życie mnie nie złamie…” jeden z tekstów które możemy usłyszeć w piosence „Klocki” przy której zawsze nóżka będzie chodzić a jak lubimy skakać to tym bardziej. Zenek z zespołem pokazuje również jak warto jest spełniać marzenia. Wystąpili na Woodstocku na małej scenie, tak przypadli do gustu że zagrali na dużej po zdobyciu złotego bączka (nagroda publiczności). Tam przyznawali się otwarcie że to było spełnienie ich muzycznych marzeń, czyli zagranie na najpiękniejszej scenie muzycznej na świecie. Na następny rok zagrali na scenie Krishny, potem na Wiewiórstocku a w tym roku byli gośćmi ASP i pomagali zaistnieć innym osobom. Kabanos żyje Woodstockiem i moim zdaniem, Zenek to idealna osoba do pomocy dla Jurka jak i przyszłym przejęciu tej schedy albo spółki z Jurkiem.

Czy polecam ten zespół? Oczywiście że tak! Przy Kabanosie bawią się i starsi i młodsi. Widziałem ostatnio na koncercie jak to ojciec przyszedł ze swoimi pociechami na koncert i widać że bawiły się przednio. Mój przyjaciel Misiek rzucił takim tekstem : „Ludzie z którymi się tu bawiłem byli w połowie mojego wieku” to tylko pokazuje że przesłanie Kabanosa trafia do bardzo szerokiego grona odbiorców. Z niecierpliwością czekam na kolejny koncert i na kolejną płytę!

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Filmowy Lipiec

09 sie

Witajcie,

Pora na kolejną odsłonę filmowego miesiąca. Wybaczcie że tak późno, ale brak czasu, weny i w ogóle wszystko na opak. Filmowo był to bardzo dobry miesiąc dla mnie. Obejrzałem mało słabych filmów, chyba tylko trzy. A żeby wybrać top pięć filmów tego miesiąca musiałem odrzucić „Pieskie popołudnie” z Alem Pacino. Jednak Al nie ma co się martwić, bo jego film przegrał z na prawdę dobrymi tytułami, które każde z osobna dostało ode mnie ocenę 8/10. Nie owijając dalej w bawełnę, przejdźmy do filmów.

5.Zaklinacz Deszczu (The Rainmaker) 1997 r. – „Młody prawnik walczy z towarzystwem ubezpieczeniowym, które nie chce pokryć kosztów leczenia chłopca chorego na białaczkę. ”  Nigdy nie byłem fanem Matta Deamona, ale ostatnio zacząłem się do niego przekonywać. Nie tylko przez ostatnie jego kreacje, ale też te wcześniejsze. Tutaj wciela się w młodego prawnika, który walczy z wielką korporacją. Brzmi sztampowo? Oczywiście że tak, ale jest to tak odziane i zagrane że na prawdę warto obejrzeć. Dodatkowo świetna rola drugoplanowa Dannyego DeVito.

4.Upadek (Falling Down) 1993 r. – „Niechcący przegapić przyjęcia urodzinowego swojej córki, bezrobotny mężczyzna tkwi w ulicznym korku. Kiedy puszczają mu nerwy, kontynuuje wędrówkę pieszo, wyładowując swoją złość na innych ludziach. ” – Już nawet nie chcę wspominać kunsztu Michaela Douglasa, grającego główną rolę, tylko Roberta Duvalla, który świetnie wcielił się w policjanta podczas ostatniego dnia służby. Jestem tylko ciekaw ilu z nas tłumi sobie takie emocje jak główny bohater tego filmu?

3.Zombie SS 2 (Dod Sno 2) 2014 r. – „Martin, który przeżył atak nazistowskich zombie, odzyskuje przytomność w szpitalu i dowiaduje się, że przyszyto mu rękę jednego z nich. ” – Opis tego filmu jest absurdalny jak cały film. Rzadko oglądam komedie ale przy tej uśmiałem się jak dawno. Absurd goniący absurd. Mógłbym powiedzieć że w dobrym smaku, ale tutaj zombie walczą z zombie z ludźmi, naziści, rosjanie…Po średniej pierwszej części, ekipa filmowa zrobiła bardzo dobrą drugą. Polecam, ale przestrzegam przed ostatnią sceną filmu!

2.Rain Man 1988 r. – „Karierowicz Charlie dostaje informację o śmierci ojca, z którym od lat nie miał kontaktu. Z testamentu dowiaduje się, że ma starszego brata chorego na autyzm.” – Nie lubię Toma Cruise’a, nie lubię i nie zmienię tego zdania. Nie powiem żeby nie miał jednej czy dwóch udanych ról, ale nie zmieni to mojego zdania na temat jego gry. Uważam go za drewniaka, sztywniaka, ale nie o tym teraz mowa. W tym filmie dla mnie Tom Cruise jest tylko niezbędnym tłem. Młody dzieciak mający swoją firmę z nie do końca legalnie robionymi interesami musi się opiekować bratem chorym na autyzm. Oczywiście najpierw chodzi tylko o spadek a potem przekonuje się do swojego chorego brata. Dustin Hoffman, grający rolę autystycznego mężczyzny poradził sobie idealnie. Ten film chłonie się tylko dla jego roli. Wcale nie dziwi Oskar za tą rolę dla Hoffmana.

Tutaj czas na niezaszczytny najgorszy film miesiąca. Nie było tak okropnie jak w zeszłym miesiącu, ale dobrze też z całą pewnością nie było.

- Abraham Lincoln: Łowca Wampirów (Abraham Lincoln: Vampire Hunter) 2012 r. – „Prezydent USA Abraham Lincoln dowiaduje się, że wampiry planują przejąć władzę w kraju. Wypowiada więc im wojnę.” – Absurdalny opis? Oczywiście, ale to jeszcze nie zwiastun miernoty którą nam wcisnęli ludzie odpowiedzialni za tą produkcję. Gra aktorska była słaba, bardzo słaba. Sceny walki? Zapomnijcie o czymkolwiek realistycznym. Rozumiem że nie do końca o realizm tutaj chodziło, ale oglądanie tej produkcji mnie nużyło, męczyło a dokończyć trzeba. Na plus mógłbym powiedzieć że jako film kostiumowy dobrze to nawet wyglądało 3/10

1.Lot nad kukułczym gniazdem (One Flew over the Cuckoo’s Nest) 1975 r. – „Historia złodzieja, szulera i chuligana, który, by uniknąć więzienia, udaje niepoczytalność. Trafia do szpitala dla umysłowo chorych, gdzie twardą ręką rządzi siostra Ratched.” – Siostra Ratched…to jeden z tych filmów gdzie główny negatywny charakter na prawdę wyzwala silne negatywne emocje. Gdy ją tylko widziałem na ekranie denerwowałem się, denerwowałem się dzięki jej bardzo dobrej grze aktorskiej i dlatego że jej postać taka miała być. Jack Nicholson z drugiej strony to klasa sama w sobie. Film nie był prosty, jego rola tym bardziej a jednak Jack poradził sobie idealnie. Pięć Oskarów za ten film? Jak najbardziej zasłużenie!

Właśnie tak wyglądała moja piątka najlepszych filmów Lipca. Następny filmowy wpis dopiero za miesiąc, ale już pojawiła się perełka którą polecam wszystkim, czyli film Tima Burtona „Big Fish”.

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Woodstock

27 lip

Witajcie,

Miało być o Diable z Hell’s Kitchen ale przełożę ten temat na kiedy indziej. Przecież zawsze będzie czas o porozmawianiu o Daredevilu. Dzisiaj natomiast gdy już emocje po Woodstockowe opadły, chciałbym porozmawiać o tym najwspanialszym festiwalu muzycznym na świecie. Po dwóch latach przerwy przyjechałem ponownie do Kostrzyna. Dlaczego miałem te dwa lata przerwy? Błąd miłosny a rok temu praca za granicą. Ale nie o to chodzi. W ostatnie dni przed wyjazdem okazało się że będę musiał jechać pociągiem. Nie widzę akurat w tym żadnego problemu, jakoś muszę przyznać, lubię podróżować kolejami. Namawiany byłem do jechania Music Regio, Woodstockowym pociągiem, ale podziękowałem za tą przyjemność. Może to przychodzi z wiekiem, albo po prostu stałem się zbyt wygodny, ale jednak lubię mieć zapewnione miejsce do siedzenia i więcej wygód. Więc pojechałem TLK przez Szczecin. Jedna przesiadka a pełna wygodna, miejsce zapewnione a przez trzy godziny to nawet cały przedział miałem dla siebie. Dopiero w Koszalinie doszły osoby do mojego przedziału i jakże to zaskakujące….wszyscy jechali na Woodstock.

Po dotarciu po godzinie trzynastej do Kostrzyna nad Odrą, chwiejnym krokiem podążyłem na przystanek autobusowy, by zostać zawieziony ze swoimi tobołami na teren festiwalu. Niektórzy się mnie pytali czemu jadę tak wcześnie? Bo już we wtorek a festiwal zaczyna się w czwartek. Patrząc na to ile ludzi już było tam, to ja przyjechałem późno. Dotarłem do obozu, gdzie już moi przyjaciele, znajomi, koledzy i nowe twarze były już rozbite. Jak to dobrze że mój namiot rozkłada się sam, bo w innym wypadku mogłoby być krucho. Po paru godzinach dojechała moja Luba wraz z przyjaciółkami, więc mogła już przyjechać na gotowe. Trzeba było tylko napompować materac, ale mając pompkę to poszło błyskawicznie.

Nadszedł pamiętny czwartek, czyli rozpoczęcie festiwalu i…16 godzin deszczu. W czwartek o 4 rano zaczął padać deszcz (Gdańsk przecież zalało, pozdrawiam Galerię Bałtycką) a przestał około godziny 20. Cóż, przyznaje szczerze że nie byłem na to przygotowany, pakując wakacyjne rzeczy do torby na festiwal. Miałem jedną przeciwdeszczówkę i jedną bluzę ale to mogło być mało. Anna (moja Luba) kupiła nam po wojskowej pałatce, która uratowała nam skórę w ten dzień. No a plandeki uratowały nam namioty. Obozowisko wyglądało jak obóz nomadów, ale wszyscy sobie poradzili z warunkami atmosferycznymi. Co do czwartku, na szczęście odbywał się tylko jeden koncert, którym byłem zainteresowany czyli Luxtorpeda. Zagrali dobrze, może nie rewelacyjnie, ale dużo się mówiło że to wina pogody, która pogorszyła nagłośnienie. Jestem w stanie w to uwierzyć. Na Luxtorpedzie zakończyła się moja czwartkowa przygoda z Woodstockiem. Bardzo wcześnie poszedłem spać, gdyż moje ciało odmówiło posłuszeństwa i z bólem głowy i ogólnie całego ciała poszedłem spać.

Piątek przywitał nas już ładniejszą pogodą. Można było już normalnie chodzić, pomimo tego że słońce czekało na następny dzień. Jeżeli chodzi o koncerty też było o wiele lepiej. Moja przygoda tego dnia rozpoczęła się z laureatem złotego bączka małej sceny czy Flannigan’s Heel. Jak dla mnie rewelacja. Szwedzi grający Celtic Punka byli drugim najlepszym koncertem tego festiwalu w mojej ocenie. Wraz z Niedzielem i Bartoszem (pozdrawiam jak to czytacie) szybko znaleźliśmy się pod sceną, gdzie przy skocznych rytmach bawiliśmy się na całego. Od razu po Szwedach, przyszła kolej na Australijczyków czyli zespoły The Rumjacks. Muzyka podobna do poprzedników, ale juz jakoś mniej energii czułem. Może to fakt że trochę się zmęczyłem na poprzednim koncercie. Po Rumjacksach przyszła pora na przerwę. Dwa zespoły które mnie nie interesowały. Wieczorem wraz z Anną poszliśmy na Apocaliptyce, gdzie mieliśmy strasznie wysokie wymagania co do tego koncertu i strasznie się zawiedliśmy. Muzycy grali tak jakby od niechcenia, jakby nie interesował ich ten festiwal, albo rozgrzewali się przed innymi koncertami. Bardzo mi było przykro, bo na prawdę wiele oczekiwałem od tego zespołu.  Piątek zamykał Grubson….i tylko tyle mogę powiedzieć bo tego pana nie słucham. Muszę jeszcze dodać że w między czasie na małej scenie grał śląski zespół Oberschleisien, który mnie bardoz pozytywnie zaskoczył i zgromadził pod małą sceną niewiarygodną ilość osób. 

Nastała sobota…ostatni dzień festiwalu i pogoda stwierdziła że umili życie wszystkim ludziom dookoła. Słoneczko grzało jak miło i spokojnie można było się przewiewniej ubrać i hasać po pasażu dalej. Koncertowo dopiero po dwudziestej godzinie poszliśmy na Bring me the Horizon. Zespół grający trochę ostrzejszy Nu Metal…pobawiłem się, poskakałem a co do ilości ludzi…wydaje mi się że zgromadził największą ilość fanów pod sceną. Anna się bardzo cieszyła i dobrze dla Niej bo Woodstock jest po to aby się cieszyć. Parę godzin później był drugi koncert na który wyczekiwałem, czyli koncert Tarjii. I tutaj już się nie zawiodłem, Tarja dała rewelacyjny show i uważam że był to najlepszy koncert na tym festiwalu.

Na zakończenie wyszedł Zenek z zespołu Kabanos i wraz z ludźmi z którymi na ASP ćwiczył zaśpiewali kilka piosenek a przy tym wszystkim Jurek Owsiak (Pan Jurek) powiedział co mu leżało na wątrobie. A leżało tego całkiem sporo. Muszę przyznać że nie spodziewałem się tak bezpośredniego przekazu do partii rządzącej.

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim z obozu RockOut z którymi spędziłem wspaniały czas podczas festiwalu Woodstock. Gościowi za to że uśmiałem się do łez podczas jego wyścigu na jedzenie hot doga i hamburgera z totalnie nieznaną dziewczyną. Miśkom za inżynierskie konstrukcje które nie jebły. Annie, która wytrzymała ze mną pod namiotem tyle czasu(Kocham Cię Skarbie). Szczepanowi za rozśmieszanie i za kanapki w sobotę w nocy. Mógłbym tutaj dziękować wszystkim z osobna i pewnie po napisaniu tego wpisu zacznie mi się przypominać coraz więcej rzeczy. Dziękuje wszystkim za wspaniale spędzony czas i już nie mogę się doczekać następnego Woodstocku. Kowcio pamiętał żeby utworzyć wydarzenie.

#jurektoniejebło

ZARAZ BĘDZIE CIEMNO

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Filmowy Czerwiec

08 lip

Witajcie,

Mamy już Lipiec więc pora w końcu podsumować filmowy Czerwiec. Filmów obejrzanych w ubiegłym miesiącu było dużo i wybrać najlepszą piątkę było mi naprawdę ciężko. Z wyborem największego rozczarowania nie miałem żadnego problemu ale TOP 5 obejrzanych filmów…cóż to nie było łatwe. Na listę próbowały się wspiąć Majestic oraz Atlantyda (ta animacja) i zabrakło im niewiele, ale musiały uznać wyższość innych produkcji. Bez owijania dalszego w bawełnę przed wami miejsce :

5.Życie Carlita (Carlito’s Way) 1993 . „Po wyjściu z więzienia skruszony gangster planuje wieść uczciwy żywot. Starzy przyjaciele nie dają o sobie jednak zapomnieć.”

Genialny Al Pacino, który w tamtym okresie był niemalże tylko kojarzony z takimi rolami. Człowiek z blizną, Carlito, ojciec chrzestny…dużo by wymieniać. Prócz Pacino w filmie mamy również świetnego Seana Penna. Jeśli lubimy filmy gangsterskie to polecam! A jeśli preferujemy po prostu dobre kino to tym bardziej polecam!

4.Marsjanin (The Martian) 2015. „Po nieudanej ekspedycji Mark zostaje sam na Marsie. Mimo znikomych zapasów oraz zerwanej łączności z dowództwem mężczyzna stara się przetrwać w trudnych warunkach.”

Nie jestem fanem Matta Deamona i bardzo długo się wzbraniałem przed obejrzeniem tego filmu. Czy żałuje? Zdecydowanie nie zwłaszcza że spodziewałem się poważnego, ciężkiego, nudnego filmu a dostałem produkcję przy której świetnie się bawiłem i nie żałowałem spędzonego czasu przy tej produkcji a Matt Deamon łapie u mnie plusy.

3.Sinbad : Legenda Siedmiu Mórz ( Sinbad : Legend of the seven seas) 2003. „Sinbad zostaje wrobiony w kradzież Księgi Pokoju przez boginię Eris. Żeglarz musi odzyskać artefakt, by ocalić przyjaciela, Proteusza.”

Jedyna animacja na liście tego miesiąca. Nie wiem jakim cudem oglądałem ją po raz pierwszy w swoim życiu. Bogini Eris śladem Hadesa z Herkulesa pokazuje że złe charaktery mogą się mocno wryć w głowę. A Dreamworks pokazuje że nie tylko Disney tworzy świetne animacje!

2.Chłopcy z Ferajny (Goodfellas) 1990. „Kilkunastoletni Henry i Tommy DeVito trafiają pod opiekę potężnego gangstera. Obaj szybko uczą się panujących w mafii reguł.”

Druga produkcja gangsterska na tej liście. Dodam jeszcze że Człowieka z Blizną też ostatnio oglądałem w końcu, ale na listę się nie załapał. Świetnie opowiedziana historia przez Martina Scorsese. Genialna obsada, wszystko było dopięte na ostatni guzik, nic tylko oglądać.

Teraz przerwa od tych dobroci, czyli największy niewypał który miałem „przyjemność” oglądać.

- Sharktopus.   2010. „Stworzona dla potrzeb wojska hybryda rekina oraz ośmiornicy wymyka się spod kontroli i rozpoczyna polowanie na ludzi.”

Filmy jak Lavantula, czy Sharknando chociaż były zabawne, niektóre sceny przyjemnie wyreżyserowane, czasami dało radę się nawet zaśmiać. W tym filmie nc nie było w porządku, nic nie było dobre, nic nie było przyjemne…nie polecam, zdecydowanie nie!

No to w ten sposób przed wami numer jeden. Pewnie wielu z was zaskoczy, ale dla mnie była to najlepsza produkcja którą oglądałem w ubiegłym miesiącu.

1.Szef (Chef) 2014. „Po utracie posady w renomowanej restauracji mistrz kulinarny otwiera mobilny bar szybkiej obsługi.”

Nie wiem jak wpadłem na ten film, ale nie żałowałem ani przez minutę. Bawiłem się świetnie oglądając go. Lubię gotować, lubię się uczyć nowych kulinarnych sztuczek a ten film to uczta dla oczu. Oczywiście nie polecam go oglądać będąc głodnym, bo to może się źle skończyć. Film trwa niecałe dwie godziny, ale ani przez chwilę nie wydaję się że to stracony czas. Brawo dla reżysera i dla aktorów, którzy świetnie się odnaleźli w tym filmie. Dawno nie oglądałem tak dobrej komedii, która nie jest głupio śmieszna, tylko sensownie rozpisana.

To by było na tyle jeśli chodzi o filmy. Wiadomo nie samym Euro człowiek żyje, więc  to była taka miła odskocznia. Następny wpis będzie o Diable z Hell’s Kitchen!

Jak ktoś by chciał porównać swoje oceny filmowe z moimi to zapraszam : http://www.filmweb.pl/user/Hoopster

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Drużyna Marzeń (PL)

07 cze

Witajcie,

Jakiś czas temu pisałem o drużynie marzeń złożonych z piłkarzy którzy zakończyli karierę albo są tego zakończenia bardzo blisko. Nie uwzględniałem żadnego polskiego piłkarza, ponieważ miałem zamiar stworzyć taką jedenastkę później. Oczywiście będzie to jedenastka zawodników których miałem okazję oglądać w telewizji bądź na żywo. Wiem że są tacy piłkarze jak Deyna, Boniek, Tomaszewski…ale nie byli to piłkarze moich czasów, mogę tylko przeglądać materiały archiwalne a nie o to tutaj chodzi. Bez zbędnych ceregieli przedstawiam wam najlepszą historyczną jedenastkę złożoną z polskich zawodników :

Bramkarz : Jerzy Dudek – Tutaj nie miałem zbyt ciężkiego orzecha do zgryzienia. Co prawda są tacy bramkarze jak Kowalewski, Majdan, Szamotulski czy Onyszko…ale Dudek pomimo zdarzających się błędów, był z nich najlepszy. Liga Mistrzów wygrana to nie przelewki.

Boczni obrońcy : W pamięci nie wryło mi się najwięcej nazwisk, które mogłem tutaj wstawić. Postawiłbym na Tomasza Rząsę oraz na Michała Żewłakowa. Jeden i drugi wyrobili sobie w swoim czasie odpowiednią markę za granicą i to nie w byle jakich klubach.

Środkowi obrońcy : Tutaj miałem ciężki orzech do zgryzienia. Czy postawić na Jacka Bąka czy na Tomasza Wałdocha. W końcu jednak zdecydowałem się na tą pierwszą opcję. Jacek Bąk, były kapitan polskiej reprezentacji byłby idealnym dopełnieniem….Krzysztofa Hoppe. Znacie to nazwisko? To nie zbieg okoliczności. Mój Tata grał w barwach Arki Gdynia przez jedenaście sezonów. Jest jedną z żywych legend tego klubu. Przyjemnością było patrzyć jak walczy, odbiera piłki i zostawia serce na boisku. Mógł też grać spokojnie na boku obrony jak trzeba. Niejednokrotnie jak obserwuje dzisiejszą ekstraklasę to zdaje sobie sprawę że mój Tata spokojnie by dzisiaj grał w najlepszych klubach w Polsce.

Środkowi pomocnicy : Tutaj postawiłbym na Mirosława Szymkowiaka, który miałby bardziej ofensywne zadania oraz na Piotra Świerczewskiego, który miałby w moim zespole być odpowiedzialne za ubezpieczanie, asekurowanie i rozpoczynianie akcji ofensywnych.

Boki pomocy : Kamil Kosowski oraz Jacek Krzynówek. Jeden i drugi przysłużyli się i kadrze i swoim zespołom. Krzynówek będzie zapamiętany jako ten, który atomowym uderzeniem pokonał Real Madryt (później przegrał ale to już nie o tym mowa).

Napastnicy : Tutaj o dziwo nie miałem żadnych problemów z wyborem. Wybór padł od razu na Tomasza Frankowskiego. Popularny „Franek” potrafił strzelać na zawołanie i można było spokojnie stawiać na niego. Drugi wybór? Maciej Żurawski. Ta dwójka nawet grała ze sobą i to z bardzo pozytywnym skutkiem.

Tak właśnie wyglądałaby jedenastka marzeń złożona z polskich zawodników. Oczywiście nie trzeba się ze mną zgadzać, po to jest dyskusja i są komentarze ;)

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Filmowy Maj

01 cze

Witajcie,

Jako że oglądam całkiem sporo filmów (nie tyle co Sal, albo Kassaria) to zamierzam co miesiąc podzielić się pięcioma najlepszymi filmami które miałem okazję obejrzeć i jednym największym rozczarowaniem. W tym miesiącu było kilka perełek (jedna 9/10 nawet) i miałem dość ciężki orzech do zgryzienia jak to ustawić. Bo dłuższej analizie doszedłem do wniosku jak rozmieścić dwa ostatnie miejsca. Tak więc zapraszam do lektury :

5.Hotel Translywania 2 (2015) – Jedna z animacji, która pokazuje że druga część może być lepsza od pierwszej. Rękę Tartakowskyego (animowany Dexter) widać gołym okiem. Jednak jak w pierwszej części trochę było to przesadzone, to tutaj już to lepiej wyglądało. W kilku momentach można było naprawdę się uśmiać. 7/10

4.Strange Magic (2015) – Kolejna animacja na tej liście. Jak Transylwania była śmieszną bajeczką z komiczną kreską, to tutaj już mamy poważniejszy rodzaj rysunku. O dziwo w Polsce przeszło bez większego echa a szkoda bo warto obejrzeć. „Marianne, księżniczka wróżek, porzuca narzeczonego, gdy dowiaduje się o jego zdradzie. Ten postanawia zdobyć eliksir miłości, by odzyskać ją i prawo do tronu.” Brzmi poważnie? Oczywiście, ale ubrane jest w przyjemne dla oka szaty. Lucasfilm (tak Ci od Star Wars) postarał się by zrobić coś oryginalnego. Animację można trochę nawet podpiąć pod musical bo dużo kwestii śpiewanych. Również polecam! 7/10

3.Uznany za niewinnego (1990) – Film który jest młodszy ode mnie o jakieś pół roku. Czemu dopiero teraz go obejrzałem? Jakoś nigdy nie trafiałem na niego w telewizji. „Ceniony prokurator (Harrison Ford) zostaje oskarżony o zamordowanie swojej asystentki, z którą miał romans.” Afera szyta grubymi nićmi. Zawsze mnie pociągały filmy gdzie motywem przewodnim jest rozprawa w sądzie. Tutaj smaczku dodaje sama końcówka filmu która wbija w fotel. 8/10

2.Z Dystansu (2011) – Kolejny film który przeszedł bez echa w Polsce. „Utalentowany pedagog unika przywiązywania się emocjonalnie do uczniów i kolegów z pracy. Poznaje trzy kobiety, dzięki którym jego podejście ulega zmianie.” Przyznaje szczerze po przeczytaniu tego opisu spodziewałem się czegoś innego. Jakże się myliłem. Chcąc to obejrzeć z moją Anią, oczekiwaliśmy zupełnie innego filmu a tu takie zaskoczenie. Zdecydowanie film porusza dość ciężkie tematy. Zacytuje tutaj komentarz mojego kolegi odnośnie tego filmu : „Czy nabranie dystansu może poskutkować oderwaniem. Smutny i piękny film o pustce życia i tym, co ma szansę ją wypełnić.” Film trwa tylko godzinę i czterdzieści minut co uważam za plus, ponieważ nie przynudza, nie ciągnie się bez sensu i nie stara się poruszać za dużo wątków. Jak lubicie ciężkie dramaty to zdecydowanie film dla was! 8/10

1.Życie jest piękne (1997) – „Zamknięty w obozie koncentracyjnym wraz z synem Guido próbuje przekonać chłopca, że okrutna rzeczywistość jest jedynie formą zabawy dla dorosłych.” Jakże to zabawnie brzmi. Temat drugiej wojny światowej, obozów, żydów, był poruszany niejednokrotnie. Ale w taki sposób? Połowa tego filmu to popis aktorski Roberto Benigniego, który zawsze dla mnie był „Dwulicusem” w Asteriksie. Tutaj jednak nie chodzi o to jak świetnie on bawi publiczność, tylko jak fantastycznie potrafi opowiedzieć tak smutną historie. Powiedzmy sobie szczerze, temat obozów koncentracyjnych nie jest wesoły. Tutaj mamy Dramat przez duże D, ale opowiedziane w taki sposób, że i najmłodsi mogą to obejrzeć. Łzy w oczach na koniec filmu? Gwarantowane! 9/10

Tak wygląda najlepsza piątka filmów, którą miałem okazje oglądać w tym miesiącu. Teraz pora na niechlubną odwrotność, czyli najgorszy film który obejrzałem w Maju.

Odgłosy (1977) – Może fakt roku tak mnie odrzucił od tej produkcji a może to że nie potrafiłem pojąć tego klimatu. Efekty specjalne to wiadomo, nie wszystko co ważne w horrorze. Średnia ocen na filmwebie to 7,1 i pewnie Ci ludzie potrafili docenić klimat filmu. Dla mnie on nie był ani straszny, ani ciekawy. Cóż ja nie polecam, ale gusta są różne. 2/10

 

To by było na tyle jeśli chodzi o filmy z Maja, zapraszam do dyskusji, komentowania a może nawet polecania filmów. Możecie również dodać mnie na Filmwebie : http://www.filmweb.pl/user/Hoopster

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Drużyna marzeń

30 maj

Witajcie,

Selekcjoner kadry polski Adam Nawałka niedawno podał ostateczny skład który pojedzie na Euro 2016. Nie zamierzam się z nim kłócić. Nie ze wszystkimi się zgadzam, ale ufam temu człowiekowi i wierzę że wie co robi. Parę złoty na pierwszą czwórkę zamierzam postawić, więc do boju Polsko ;)

Nie o tym jednak chciałem pisać. Nawałka powołał swoich i pomyślałem, jakby wyglądała moje jedenastka marzeń. To był niezły orzech do zgryzienia, gdyż na jedną pozycję potrafiłem znaleźć tuzin nazwisk, które by idealnie pasowały. Szczerze nie miałem tylko problemów z wytypowaniem trzech pozycji o czym zaraz napiszę. Podkreślam że to jest moja lista i nie każdy musi się zgadzać. Zawodników wybierałem tych którzy albo skończyli już kariery, albo grają już gdzieś w ligach typu Chiny itp. Zdecydowałem się na taktykę 4-4-2 , gdyż jakbym miał ustawić ich w mojej ulubionej 4-5-1 to nie mógłbym zmieścić dwójki moich idoli z dzieciństwa. Coś za coś…jedziemy :

Bramkarz : Peter Schmiechel – Tutaj nie miałem żadnych wątpliwości. Latający duńczyk jest moim największym idolem. Pierwsza moja koszula bramkarska była firmy Hummel właśnie z jego nazwiskiem. Jego syn teraz może pójść w jego ślady, ale wielkością nigdy nie dorówna ojcu. Cóż…najmłodszy z rodziny Schmeichelów ma wysoko postawioną poprzeczkę.

Prawy obrońca : I tutaj już pierwszy zgrzyt. Bo mam trzy nazwiska które bym tutaj umieścił : Gary Neville, Cafu, Javier Zanetti. I żeby było sprawiedliwie wybieram tego trzeciego. Sprawiedliwie, gdyż zawodnicy Milanu i Manchesteru jeszcze się pojawią. Javier Zanetti legenda Interu ponad 900 meczów dla tej ekipy zawsze chciał grać waleczny uniwersalny, co tutaj dużo mówić. Nie jestem fanem Interu Mediolan, ale szacunek do takich zawodników zdecydowanie mam.

Środkowi Obrońcy : Tutaj długo się nie zastanawiałem i wybrałem Paolo Maldiniego oraz Jaapa Stama. Myślałem jeszcze nad opcją Lucio, którego bardzo lubiłem, ale jednak zdecydowałem się na legendę Milanu i wielkiego holendra. Ta dwójka grająca ze sobą pokazywała w swoim czasie wielkość AC Milan, szkoda tylko że te czasy minęły i klub nie może wydostać się z dołka.

Lewy Obrońca : Tutaj nawet nie mam co się oszukiwać. Roberto Carlos był w moim mniemaniu najlepszym lewym obrońcą w historii piłki nożnej. Zatrzymać tego człowieka było niezwykle trudno. Bramka którą zdobył przeciwko Francji w 1997 roku ? Majstersztyk!

Defensywny pomocnik : I tutaj kolejny wielki orzech do zgryzienia. Claude Makalele, Edgar Davids, Roy Keane, Gennaro Gattuso…to nie są byle jakie nazwiska. Kolejny raz było mi bardzo ciężko kogoś wybrać, ale po dłuższym zastanowieniu stawiam na „Holenderskiego pitbula”. Edgar w destrukcji był nie do zastąpienia. W jaki sposób on grał, walczył, oddawał z siebie wszystko to była sama przyjemność.

Lewy skrzydłowy : Ryan Giggs. Najbardziej utytułowany brytyjski piłkarz w historii. Giggs grał w piłkę na najwyższym poziomie niemal do swojej czterdziestki…takich piłkarzy jak on już nie będzie a szkoda.

Prawy Skrzydłowy : Tutaj najbardziej marketingowy piłkarz swoich czasów czyli David Beckham. Jako wielki fan Manchesteru bardzo mnie zabolało jego przejście do Realu Madryt, ale potrafiłem to zrozumieć. Popularny Becks był jedyny w swoim rodzaju i jego wolne, gra, technika…nadal jak widzę że gdzieś gra, mecze charytatywne itp. to staram się oglądać.

Ofensywny Pomocnik : Tutaj moim zdaniem najlepszy piłkarz którego miałem okazję oglądać. Czyli Ronaldinho…ten człowiek pokazał jak można bawić się piłką nożną…uśmiech za każdym razem, czy coś wychodziło, czy wszystko szło dobrze. Szkoda tylko że z talentem nie szła chęć do treningów…

Dwójka napastników : I jak tutaj wybrać dwóch napastników z puli ludzi takich jak : Raul, Ronaldo, Ruud Van Nisterloy, Bergkamp, Henry, Cantona, Elber, Koller…ciężko prawda? Otóż ja wybrałem dwie „10″ czyli Rivaldo oraz Alessando Del Piero. Kolejno FC Barcelona i Juventus Turyn…dzięki tym dwóm piłkarzom pokochałem te dwa kluby piłkarskie.

Tak właśnie bym ustawił swoją jedenastkę marzeń. Jeden Duńczyk, jeden Argentyńczyk, dwóch Włochów, dwóch Holendrów, trzech Brazylijczyków, Anglik oraz Walijczyk…a jak wyglądałaby wasza jedenastka marzeń?

Pozdrawiam

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii